Lekarz najważniejszy jest!

Ćwiczę sobie z pacjentem w szpitalu i nagle wchodzi pani doktor, która mówi: „pani już kończy, muszę porozmawiać z panem Janem”. Kuźwa. Ani „dzień dobry”, ani „przepraszam”. NIC! Już nie mówię, że na oddziale jest 20 innych pacjentów, z którymi mogłaby sobie w ten czas pogadać. Ale nie. Ona tu i teraz musi przeprowadzić wywiad z panem Janem. Cały dzień siedzi sobie w gabineciku i pije kaweczkę. Czasem udaje, że coś pisze. Czasem powie mężowi jakiejś pacjentki, że trzeba czekać. Ale tym razem wyszło babsko ze swojego pokoiku i chce rozmawiać z panem Janem. „No dobra”, myślę sobie, po czym pacjentowi mówię, że zaraz przyjdę i dokończymy ćwiczenia. Wychodzę z sali i czekam na korytarzu. Drzwi są uchylone, toteż słyszę ową rozmowę. Pan Jan, 2 dni po udarze, ma problem z mówieniem, język mu się plącze. Widzę, że jest zdenerwowany i zestresowany stojącą nad nim złą kobietą, która wrzeszczy „no niechże pan szybciej mówi!”…

To już nie jest dla mnie szok. Takie sceny w szpitalu są normalne.

Obchód to istny rytuał. Cyrk na kółkach. Nie zapomnę, gdy pielęgniarka 5 minut przez obchodem chodziła do każdej z sal i kazała się rozbierać pacjentom, bo zaraz przyjdzie lekarz! O boże! Doktor zaraz przyjdzie! Aaaaa! Tak więc wszyscy się rozbierali. Kobiety ze zwieszonymi cyckami sobie tak siedziały z 10 minut i z niecierpliwością oczekiwały na władcę oddziału. To nic, że były skrępowane. W końcu przychodził. Dumny, z wypiętą mocno piersią do przodu. Zawsze wchodził pierwszy do sali. Gdy cała „ekipa” była już przy pacjencie, młody, zestresowany stażysta recytował z pamięci od a do z ostatnie rewelacje z życia pacjenta. Temperaturę, ciśnienie, wyniki badań itp.. itd. Musiał wszystkiego się nauczyć. O każdym leżącym na oddziale. Ohh, bo panu doktorowi nie wolno czytać z dokumentacji. Absolutnie! Wszystko ma być wy-re-cy-to-wa-ne! Po wysłuchaniu stażysty lekarz zadawał zdawkowe pytanie „jak się pani czuje?”, po czym w ogóle nie wysłuchiwał odpowiedzi, tylko szedł dalej.

Lekarze nie szanują ani osób pracujących w szpitalu ani pacjentów. Lekarze to paniska. Trzeba ich słuchać. Trzeba się zgodzić ze stwierdzeniem, że to oni są lekarzami, to oni wiedzą lepiej. Więc cała reszta niech ma zamknięte ryje i słucha. Zero współpracy. Gdzie „team”, którego celem jest dobro pacjenta? Gdzie wymiana zdań co do leczenia, które będzie dla niego lepsze? Brak. Bo lekarz to alfa i omega. On wie wszystko. Dlatego też jemu należy się kłaniać. Jemu należy się większy szacunek. Za to jego nie obowiązują żadne zasady przyzwoitego zachowania się. Lekarz nie musi szanować pacjenta, nie musi indywidualnie do niego podchodzić. No bo ma tyyyle pacjentów, że nie sposób go zwyczajnie wysłuchać. Klasyczne przedmiotowe traktowanie. Pacjent zawsze gada głupoty. Wystarczy popatrzeć na badania i według nich dobrać odpowiednie leczenie.

Lekarze to barany. Zero własnego myślenia. Potrafią działać, ale czysto mechanicznie. „Taka choroba – to walniemy taki lek”, „siakie schorzenie – to wyślemy do innego osła”. Nie myślą o człowieku, myślą o tym, by problem mieć z głowy i zająć się, równie szybko, następnym. Ot, cała praca lekarza…

Medycyna to naprawdę szlachetna dziedzina nauki, trzeba się z nią odpowiednio obchodzić! Lekarze wszystko rujnują… niweczą lata własnej nauki. Bo osiedli w gabinetach i poobrastali w piórka. Nic więcej się dla nich nie liczy. Przykre.

54 myśli nt. „Lekarz najważniejszy jest!”

  1. Prawda – znam takie oddziały neurochirurgia bielańska, otolaryngologia Stepińska. Pacjent nie ma nic go gadania, pacjent ma milczeć. Pacjent przestaje jeść śniadanie i sniadanie mu się zabiera (nawet jak nie zjadł bo nie daje sobie rady z uwagi na stan zdrowia) . Kiedy ma byc obchód ma być jak w wojsku lub więzieniu. Nalezy uprzątnąć stoliki i pościel ma odpowiednio poprawiona.
    Na swoje szczęście znam też kilka innych oddziałów w innych szpitalach

  2. Mysle ze moja corka bedzie inna. Modle sie za nia .dopiero w tym roku zaczyna medycyne. Tak w Susie jest w polskich szpitalach ….uciekac

  3. to co napisano w tym artykule to prawda,zero wspołczucia , zero poszanowania człowieka …Ludzie w szpitalu to obdarci z godności a lekarze to guru za grube pieniądze….

  4. witam. znam ten ból średnio leżę w szpitalu 2 razy w roku i coś mi to przypomina , to prawdziwa mafia ale weż podskocz za wysoko to możesz sobie tylko pozwolić będąc zdrowy albo samobójcą .człowiek nie wie czy dać kopertę czy nie dać i tak czeka może zacznie mnie leczyć a jak dać to ile i w jakiej kopercie nigdzie w szpitalu nie widziałem cennika.może ktoś z państwa wie jak to zrobić. pozdrawiam

  5. spotkalam jednak prawdziwych lekarzy.We Wroclawiu w klinice onkologicznej na ulicy Grabiszynskiej.To sa przedewszystkim LUDZIE a potem lekarze.

  6. Wcale nie czuje się baranem, a w mojej pracy szanuje pacjentów i pozostały personel. Nie wiem skąd u Pani tyle frustracji, jeśli chce mieć Pani taką łatwą i przyjemną pracę jak my to są takie instytucje jak Uniwersytety Mydyczne. Zapraszam na Wydział lekarski, w końcu to takie proste.

    1. i to jest argument lekarzy. „myśmy sie naharowali”. nie przeczę, szanuję to, trzeba mieć dużą wytrwałość, by skończyć takie studia. ale to nie oznacza, że należy zapominać o szacunku do drugiego człowieka. poza tym darujcie sobie ten argument, wiele studiów jest wymagających, architektura, matematyka, fizyka itp itd ludzie tam też się dużo uczą..idzie sie na studia jakie nas interesują, a nie na jakie ktoś nas zaciągnął. więc nie biadolcie zescie sie musieli uczyc duzo a nic z tego nie macie. co ma powiedziec czlowiek po dwoch kierunkach który nie umie znalezc pracy? co ma powiedziec osoba po fizyce, ktora uczy w szkole za marniejsze pieniądze od Was i jeszcze sie użera z dzieciakami?!?! każdy ma ciezko, nie tylko lekarze. mój główny zarzut względem lekarzy to taki, że większosc z nich nie ma szacunku do ludzi, i tyle. WIEKSZOSC, nie pisze ze wszyscy, bo z dobrymi lekarzami tez sie spotkalam

      1. Przebywalem w szpitalu kilka razy. Roznie-krotkie pobyty ale i kikutygodniowe.Najbardziej utkwil mi w pamieci dwie zasadniczo odmienne sytuacje chwila na Oddziale Kardiochirurgii jednego z warszawskich szpitali.Sytuacja pierwsza,czekam na operacje serca w dosc licznej sali 8-7 lozek.Jeden z pacjentow byl wyraznie podniecony. Po kilku minutach na sale wszedl i przywital sie ogolnie ze wszystkim swiatowej slawy chirurg.Podszedl na koncu do lozka pacjenta ktory byl podniecony i zaczal z nim rozmowe.Mimo iz przebiegala sciszonym glosem to jednak wychwycilem o co chodzilo. Otoz ten znany chirurg przeprowadzal juz temu Panu i to dosc niedawno operacje ale efekt byl gorszy od oczekiwan.I prosze sobie wyobrazic iz ta swiatowa slawa kardiochirurgii wyznala pacjentowi iz to On operowal i nie dal rady niz wiecej zrobic poniewaz przgroda serca byla bardzo slaba. Pacjent „zmalal” ale chirurg nie poddal sie i tu. Wyjasnil pacjentowi ze trzeba serce wzmocnic i sprobuja jeszcze raz albo beda szukac innego wyjscia. Ja lezac obok i czekajac na operacje bylem spokojny. Moje zycie bylo w dobrych rekach. Czy? W tym samym szpitalu juz po mojej operacji. Bylem juz 4 tydzien po operacji i nie czulem sie najlepiej.Bardzo ciezko oddychalem, mialem robione punkcje z uwagi na plyny w osierdziu.pewnej niedzieli ak sie zle poczulem iz zdecydowalem sie dac po ratunek do dyzurujacego chirurga.Jak weszlem do gabinetu to spal.Byl wyraznie niezadowolony z mojej wizyty i wprost mnie ofuknal.Kiedy mu wyjasnilem ze bardzo zle sie czuje i nie moge oddychac zapytal mnie: do jutra wytrzymasz? Odpowiedzialem-nie wiem,moze tak.No to dobranoc.W poniedzialek o godz 8 pielegniarka robila mi EKG. Podczas tego badania „odszedlem”. W pamieci zachowalem tylko krzyk tej Pani „na trojke-ratunku”. Nic wiecej nie pamietam az do wybudzenia. Okazalo sie iz mialem nagle zatrzymanie serca i gdyby nie wprost blyskawiczna akcja pielegniarki i lekarzy nie pisalbym dzisiaj tych slow. Bardzo im dziekuje za uratowanie zycia. Opisalem tu postawy ktore prosze ocencie sami bo ja juz tej oceny dokonalem wczesniej.

  7. Widzę, że autorka chyba się chciała dostać na medycynę, ale z powodu braku dostatecznej wiedzy musiała wybrać inny kierunek. Trochę żałosny ten wpis. Najgorszą rzeczą jest uogólnianie, nawet autorka nie raczy napisać o lekarzach na oddziale, tylko pisze, że WSZYSCY lekarze to barany. Tak na prawdę to chyba na oddziale jako rehabilitant jest od niedawna. Czy aby na pewno jest Pani pewna, że lekarze siedzą w dyżurce i tylko kawę popijają? Jaki to szpital, z chęcią się tam przeniosę. Poza przyjęciami, są jeszcze zlecenia, konsultacje, stawianie diagnoz, włączanie i zmiany leczenia, oraz to co zajmuje najwięcej czasu – papierologia. Jeżeli lekarz przychodzi do jakiegoś pacjenta to dlatego, że z nim musi porozmawiać, autorka wspomina o tym, że na oddziale jest jeszcze 20 innych osób – czy te osoby opowiedzą o tym konkretnym pacjencie? Może np była zlecana tomografia i była potrzebna zgoda, oraz lekarz musiał się dowiedzieć, czy pacjent nie jest uczulony na środki kontrastowe? Jest milion powodów dla których, lekarz rozmawia z pacjentem. Obstawiam, że gdyby nie było potrzebne leczenie to pacjent byłby na oddziale rehabilitacyjnym. Faktem jest, że powinien uprzejmiej powiedzieć, aby autorka opuściła salę – niestety, po przeczytaniu tego wpisu wypełnionego jadem, obstawiam, że autorki najzwyczajniej na tym oddziale nie lubią i stąd takie podejście.

    1. proszę mi pokazac gdzie napisalam, że „wszyscy”. Piszę o większości. nie interesuje mnie co sobie lekarze robią, papierologia i inne dupe rele, kazdy ma ciezko, nie tylko Wy. mój główny zarzut względem lekarzy to taki, że po prostu nie macie szacunku do nikogo.

      1. Saro, JESTEŚ WIELKA!!!
        Masz w 100% rację!!!

        Gdy mój Tata odzyskał w szpitalu przytomność po zapaści, wmawiano nam że zwariował, bo jego mózg był przez kilka sekund niedotleniony. Ale on NIE ZWARIOWAŁ! Buntował się tylko przeciwko takiemu pomiataniu pacjentami, o jakim Ty napisałaś!
        Od momentu gdy ktoś staje się pacjentem, przestaje być człowiekiem??? Mówi się do niego na „ty”, pogania się go, nie szanuje jego intymności, wyśmiewa, wyzywa! Niech szlag trafi tych pseudo lekarzy, którzy przysięgę Hipokratesa mają w d…e i zależnych od siebie Ludzi traktują w taki sposób!!!

    2. Widać, że autora tego komentarza – Mateusza wprost ROZPIERA duma z tego powodu, że dostał się na medycynę! Żałosny ten jego wpis, bo zamiast polemizować z autorką bloga, potwierdza swoją pogardą dla rehabilitantki, że lekarz, to jest ktoś! Nie to co marna rehabilitantka…
      Pogarda bije z każdego zdania tego dohtora, a ilości jadu pozazdrościłby jemu niejeden grzechotnik teksaski…

  8. Tytułem komentarza, trzy fakty:
    1- Nie tylko wśród lekarzy ale w każdej grupie zawodowej są rożni ludzie. Są nadęte bufony, są pijacy i wreszcie są też porządni i uczciwi ( ale o tych ostatnich się nie mówi bo zaburzają nam koncepcje obrazu świata ).
    2- Ponad 95% obecnej pracy polskich lekarzy to wypełnianie różnych, nikomu nie potrzebnych kwitów. Co wydaje się paradoksem ale coraz rzadziej udaje się w ogóle wygospodarować czas dla pacjenta. Pacjenci nawet nie zdają sobie sprawy ile czasu zajmowało mi zawsze zorganizowanie im leków i koniecznych badan. Dla pacjenta to oczywiste, że ten ch..- doktor nic nie robi tylko gada przez telefon albo gapi się w komputer, leki i badania się same zlecają, a wypisy i recepty robią sekretarki medyczne ( chyba ze dwie takie w Polsce widziałem w moim życiu ).
    3- Motywacja: zaproponowano mi ostatnio prace w dużym mieście wojewódzkim. Etat razem z 6-oma obowiązkowymi dyżurami ZA W SUMIE: 3200zl na rękę. No przykro mi, ale ja obecnie więcej zarabiam w euro ido tego pracując 1/3 tego co w Polsce. I tutaj się nie spieszę, mam wszystkie konieczne leki i badania od reki, mam czas na zbadanie pacjenta i na pogaduszki.

    1. Witam,
      Lekarza narzekają na papierologie,
      ale obawiam się, że pewien stopień biurokracji jest konieczny, żeby uszczelnić system. A jeśli nie to kto broni zebrać się lekarzom i zbuntować się, i wspólnie opracować lepsze rozwiązania,
      czy jedyne co potrafią to strajkować o podwyżki? Nie mówiąc o sytuacji kiedy lekarze narzekają na Bóg wie ile wypełniania papierów do wypełnienia, ale już korzystać z komputera – który cała procedurę mógłby sprowadzić do zaledwie kilku kliknięć nauczyć się nie mogą.
      A co do sekretarek – cóż – nikt nie broni (jeśli broni to odsyłam do pierwszego wątka mojej wypowiedzi) zatrudnić lekarzowi asystenta – na prawdę, jeśli ja bym zarabiał 5000zł a mógłbym zyskać kilka godzin czasu dziennie to te 1500zł nie byłoby mi szkoda komuś odstąpić w zamian za to żeby mnie odciążył!

  9. Praca zespołowa, żeby było się z kim kopertą dzielić:)
    Oni chyba nigdy nie zrozumieją, że to Oni są dla pacjenta a nie odwrotnie.

  10. Święta racja .leżałam kilka razy w szpitalu i tak właśnie się mną zajmowano . Kiedyś pracowałam wv szpitalu ale jako pracownik administracyjny i widziłam znieczulicę lekarzy ,było mi strasznie przykro widząc bezradność ludzi chorych i chamstwo lekarzy ,oczywiście nie wszystkich ale dobrzy lekarze szybko musieli przyjąć złe nawyki starszych lekarzy . Lekarze zniszczyli polskie szpitale, cale społeczeństwo poniosło koszty transformacji państwa opócz lekarzy .Nadal żądaja tylko oni podwyżek nie patrząc na walący się szpital i inne potrzeby ,oni mają dostac podwyzkę płac i juz . Trochę stracili na łapówkach ale za to dostali solidne podwyzki. Praktycznie zeżarli całość dotacji NFZ i tu jest pies pogrzebany

  11. W dużej mierze prawdziwe, ale jednak to uogólnienie:) Zdarzają się lekarze, ba!, nawet całe oddziały, gdzie o pacjencie się myśli, a w dyżurce 15 specjalistów debatuje nad ratowaniem trudnego pacjenta. Wiem, bo widziałam:) Więc jest jeszcze nadzieję :)

  12. A ja znam lekarza, który jest Człowiekiem wspaniałym i szlachetnym – to dr. Dariusz Woźniak, były ordynator oddziału III w Stocer w Konstancinie (niestety przeszedł na emeryturę). Zawsze miał czas na wysłuchanie pacjenta, potrzymał za rękę, pogłaskał po głowie, cudo nie lekarz! Kocham Go do dziś (jako lekarza oczywiście), podziwiam i bardzo szanuję, życzę sobie i innym więcej takich lekarzy!

  13. Który lekarz zwraca się per „Pan”, „Pani”?!!!
    dziś np. w radomskim szpitalu przy ul. Tochtermana , odział położniczy :
    „jak się czuje”?
    „przyjmuje leki”?
    po pytaniu jak wyszły badania (krwi)
    „jak na Panią (tu ju nie mieli wyjścia i wrócili się zupełnie jakby do człowieka) dobrze”- odwrót o tyle go widziano.
    Absolutny brak szacunku. Zwracanie się w trzeciej osobie, traktowanie jak zło konieczne. Z wielkim zdziwieniem się patrzą kiedy pacjentka się odezwie. Czujesz ze myśli, „co? Zapytała? jak mogła się odezwać bez pytania?, zakłócać mój spacer po obchodzie!!!”

  14. Nie do końca zgadzam się z ta opinią.Pracuję w jednym z łodzkich szpitali (jestem technikiem elektroradiologiem) i nigdy nie spotkałam się z takim zachowaniem.Jeśli jednak znalazłabym się w takiej sytuacji powiedziałabym wprost lekarzowi,że to jest mój czas i musi poczekać.Nikt nie jest Bogiem,a szczególnie w szpitalu.Moim zdaniem Pacjent to skarb i należy się nim opiekować.Musi czuć sie bezpieczny i doceniany.

  15. nie wiem w jakim to szpitalu ale to sie nadaje do prokuratury!!!! Osobiscie nie spotkałam sie z czys taiem a moja mama lezala od pazdziernika co m-c przez 7-m-cy ja sama wyladaowałam w tym roku w lutym i chyle czoło przed lekarzami ktorych spotkałam.

  16. Chyba coś Ci się pomyliło. Przecież lekarz to nie jest nasz przyjaciel, tylko pracownik medyczny i ma z góry ustalone procedury, które wykonuje. Nawet ziółek na przeczyszczenie nie wolno mu przepisać tylko muszą być zatwierdzone leki chemiczne. Każdy lek ma skutki uboczne, co nie jest tajemnicą, ale on nic nie może innego. Tego od niego się wymaga, więc spełnia to co do niego należy i to co jest zatwierdzone przez wyższe instancje. Niektórzy osładzają te pigułki uśmiechem, jeśli pójdziesz prywatnie. Generalnie nikt mu nie zapłaci dodatkowo za wyleczenie. Płacą za leczenie i to wykonuje.

    1. to o czym piszesz to jedno, a drugie to fakt, ze lekarz nie szanuje pacjenta, nie slucha, nie diagnozuje, tylko traktuje go jak 10000 innych z podobnymi objawami. a byc moze ten jeden ma powazną chorobę. i miota sie po lekarzach, a kazdy bagatelizuje. takie czyste olewactwo. jak idziemy do urzedu to jestesmy nabuzowani gdy kobietki są niemiłe. one tak samo mogą powiedziec „my nie jestesmy od tego zeby byc miłym”… nikt od tego nie jest, ale czy to jest jakis wielki wysilek..? nie, a wiele moze zmienić.

  17. tacy są tylko w małych miejscowościach i u nas dokładnie tak jest – pół godziny pacjenci siedzą obażeni bo łaskawca-doktor przyjdzie

  18. Zapominamy często, że każdy zawód wiąże się z jakimś powiedzmy „powołaniem”. Niektórzy są lekarzami, księżmi, piekarzami, fotografami, itd… a niektórzy tylko tam pracują. Nie mają serca do tego co robią. Nawet do sprzątania trzeba mieć odrobinę serca

  19. Okej – takie rzeczy się zdarzają i to fatalne, przykre, a może nawet tragiczne. Ale świat nie jest taki czarno biały. Są i porządni, mili i uczynni lekarze, są sympatyczne pielęgniarki. Rozumiem doskonale oburzenie, ale takie generalizowanie jest przesadą

    1. nie, na odwrot… mile pielegniarki i mili lekarze… takie rzeczy sie zdarzają. ale normą zdecydowanie jest chamstwo lekarzy i ich brak szacunku do drugiego czlowieka

  20. To wszystko to prawda. Ja od 1,5 roku borykam się z tym problemem. Urodziłam wcześniaka . A co się z tym wiąże ciągłe wizyty u lekarzy,pobyty w szpitalu.Traktują cię jak głupka. Wszyscy to wielcy specjaliści a jak naprawdę zaczyna się coś dziać to nic nie wiedzą i odsyłają cie od lekarza do lekarza. Męka pańska….I jeszcze jedno chcąc się czegoś dowiedzieć o wynikach , chorobie poważnych schorzeń nic ci nie mówią,albo odpowiadają zdawkowo,na odczepne tak naprawdę.Ale jak trafisz z dzieckiem do szpitala i spotykasz na swojej drodzę lekarzy kierujących na odział chcą wiedzieć wszystko z wywiadu,bo wypisów nie chce im się czytać. Głupki!!! i tyle

  21. Sporo w tym artykule racji, ale nie można tak uogólniać, że wszyscy lekarze tak postępują, ja z własnego doświadczenia mogę powiedzieć że około 70% a z pozostałymi można się dogadać po ludzku miałem tę przyjemność spotykać się z lekarzami z tej mniejszej grupy.

  22. Do tej pory pamiętam taką scenkę przed obchodem. Miałam lekko zabrudzoną krwią poduszkę (krwawienie z nosa dość częste w ciąży), od poprzedniego południa nie mogłam się doprosić o zmianę pościeli.
    Moment przed obchodem przeleciała salowa sprawdzać porządek, popatrzyła na poduszkę i wróciła za moment- nie, nie zmieniła pościeli, przykryła z wierzchu plamy świeżą powłoczką… Dobrze że zaraz po obchodzie nie przyszła jej zabrać ;)

  23. Od razu widać, że nie wiesz o czym mówić. Kierownik oddziału nie ma stać przy łóżku każdego pacjenta i czytać kart, bo cały obchód trwałby dwa dni. Od tego są lekarze prowadzący żeby przedstawić mu najważniejsze fakty. Lekarze chcą działać jak najszybciej, a szpital to nie hotel tylko miejsce w którym pomaga się ludziom.

    1. i tak samo najwazniejsze fakty mozna przeczytac. co za problem. co za bezsens zeby stazysta kazdego dnia uczyl sie na nowo o kazdym pacjencie. przeciez to tylko czlowiek, moze mu sie pomylic. po to jest dokumentacja zeby z niej korzystac

    2. Pozwolę sobie się nie zgodzić. Niech będzie po imieniu o szpitalu: im. T. Marciniaka we Wroc. oddział neurologii. Ordynator nie chodził codziennie, ale jak chodził, to wszyscy (w sensie personel) byli na baczność. I wchodzi taki Ordynator i podchodzi do mnie i pyta dlaczego tu jestem.(dosłownie jak to brzmiało nie pamiętam, ale nie przypominam sobie, żeby mnie ktoś tam tykał). No to mówię na co choruję i że zaostrzenie i dopiero wówczas do lekarki, która mnie przyjęła: jakie procedury zastosowano? Kobieta z łóżka obok mówi, że nie wie, co jej, bo noga ani się skurczyć nie da, ani wyprostować chodzić nie może, siedzieć takoż, a leży tylko na jednym boku. Jak podszedł, jak zaczął tą nogą machać, aż biedaczka wrzasnęła z bólu. I wówczas Ordynator przeegzaminował lekarkę i się okazało, że z pacjentką do tej pory nie zrobiono nic. Po tym obchodzie w końcu się nią zajęto. Więc ordynator też może być człowiekiem.

  24. Zaraz ,chwilkę, czy ja dobrze widzę? Jest tu ktoś jeszcze kto nie spotkał się z taką sytuacją w życiu ,aby był zmuszony do pobytu w szpitalu lub jego bliski/znajomy w tym szpitalu przebywał? Czy osoby te, ośmieszając autora/autorkę artukułu, próbują udać że nie ma problemu? Problem jest i to ogromny. Przykład? Bardzo proszę-rok 2007, oddział 4-ty Szpital Dziecięcy w Olsztynie-ordynator oddz. dr Raczkowski-miesięczny pobyt tam to koszmar. Zero kontaktu z rodzicem, brak informacji na temat stanu zdrowia dziecka, brak informacji na temat jakikolwiek. Wszelkie pytania zbywane, brak chęci do rozmowy? Odbębnione, zostawione. Pielęgniarki pozostawione same sobie bez nadzoru-oschłe, zimne z łaską, roboty. Reszta lekarzy pochowane po kątach, oglądani tylko w czasie WAŻNEGO obchodu, na którym pacjent pozostaje niezauważony.
    Kolejny pobyt-Szpital ten sam, oddział laryngologiczny, bodajrze 6-ty, ordynator dr. Rudzki-kolejny książę. Nie raczy się rozmawiać z rodzicem dziecka, badania się wykonuje pomimo tego że kolega przed godz. już to robił, ale czy dziecko jest tu ważne, żeby mu znowu w gardle grzebać? Na moje pytanie czy doktor może zapytać o zdanie poprzednio badającęgo lekarza, ordynator się obraził. Odtąd byliśmy omijani. Z plebsem się nie dyskutuje? U tego samego lekarza byłam z synem po latach , trafiliśmy na wizytę prywatną i jakiego z mojej strony nie było zdziwienia kiedy ten sam człowiek zachowywał się zgoła inaczej-kulturalnie po prostu. Można ? Można.
    Tych pobytów było wiele…wszystkie niestety akurat w tym szpitalu podobne.Nie wspominam już o publicznej służbie zdrowia w postaci przychodni-koszmar-unikam jak mogę ale nie zawsze się oczywiście da.
    Zastanawiam się skąd takie zachowanie, chamstwo, znieczulenie, impertynencja? System zły? Przeświadczenie o byciu lepszym?
    Frustracja?
    Nie tego od Was oczekujemy drodzy lekarze.

  25. Zaraz ,chwilkę, czy ja dobrze widzę? Jest tu ktoś jeszcze kto nie spotkał się z taką sytuacją w życiu ,aby był zmuszony do pobytu w szpitalu lub jego bliski/znajomy w tym szpitalu przebywał? Czy osoby te, ośmieszając autora/autorkę artukułu, próbują udać że nie ma problemu? Problem jest i to ogromny. Przykład? Bardzo proszę-rok 2007, Szpital Dziecięcy w Olsztynie-miesięczny pobyt tam to koszmar. Zero kontaktu z rodzicem, brak informacji na temat stanu zdrowia dziecka, brak informacji na temat jakikolwiek. Wszelkie pytania zbywane, brak chęci do rozmowy? Odbębnione, zostawione. Pielęgniarki pozostawione same sobie bez nadzoru-oschłe, zimne z łaską, roboty. Reszta lekarzy pochowane po kątach, oglądani tylko w czasie WAŻNEGO obchodu, na którym pacjent pozostaje niezauważony.
    Kolejny pobyt-Szpital ten sam, oddział inny,kolejny ordynator-kolejny książę. Nie raczy się rozmawiać z rodzicem dziecka, badania się wykonuje pomimo tego że kolega przed godz. już to robił, ale czy dziecko jest tu ważne, żeby mu znowu w gardle grzebać? Na moje pytanie czy doktor może zapytać o zdanie poprzednio badającęgo lekarza, ordynator się obraził. Odtąd byliśmy omijani. Z plebsem się nie dyskutuje? U tego samego lekarza byłam z synem po latach , trafiliśmy na wizytę prywatną i jakiego z mojej strony nie było zdziwienia kiedy ten sam człowiek zachowywał się zgoła inaczej-kulturalnie po prostu. Można ? Można.
    Tych pobytów było wiele…wszystkie niestety akurat w tym szpitalu podobne.Nie wspominam już o publicznej służbie zdrowia w postaci przychodni-koszmar-unikam jak mogę ale nie zawsze się oczywiście da.
    Zastanawiam się skąd takie zachowanie, chamstwo, znieczulenie, impertynencja? System zły? Przeświadczenie o byciu lepszym?
    Frustracja?
    Nie tego od Was oczekujemy drodzy lekarze.

  26. Uważam, że ten artykuł jest obzaźliwy zarówno dla dla pacjentów, jak i lekarzy. Przykład: szpital kliniczny, Łódź, Sporna, oddział VI – nowotwory. Nasz syn (M. P. ), leżał tam od ok. 04. 01. do 15. 04. 2011. Rozpoznanie: nowotwór – limphom Burkitta. Zarówno ze strony lekarzy jak i personelu pomocniczego, był on jednym, jedynym (oprócz ok. 20-u innych, pacjentów), na oddziale. I ŻĄDAM!!! albo inaczej: WYPRASZAM SOBIE pisanie głupot na temat bezduszności lekarzy, pielęgniarek, personelu pomocniczego…

  27. Droga Pania po wpisie i opinie mozna wywnioskować, że jest Pani jedna z niedowartościowanych rehabilitantek – nie napisze specjalistów rehabilitacji bo to przeciż lekarz po 15 latach nauki takim zostje.
    Nie wiem o jakim szpitalu pani pisze ale wydaje mi sie, że pracowała Pani w nim w czasach PRL. Zalecam zabrać sie do nauki !!!!!
    I zminieć te złą pracę lub zostać szefem we własnym gabinecie

  28. to co napisane jest świętą prawdą, mam identyczne odczucia po moich pobytach w szpitalu, lekarz to Pan i władca, personel to zapatrzona w niego świta, obchód to rytuał który kojarzy mi się z królem- lekarzem i jego poddanymi pacjentami, nie wiadomo po co w ogóle w szpitalu są obchody i tak nic z nich nie wynika ot kolejny raz lekarz pokazuje swoją władzę, sama jestem inżynierem od moich błędów zależy ludzkie życie, moje studia były równie trudne ale co z tego w szpitalu i tak jestem traktowana jak półgłówek na którego nie warto nawet spojrzeć, mięso na stół operacyjny i o jakie zdziwienie mięso się odzywa i śmie mieć inne zdanie, czas wreszcie powiedzieć o całym chamstwie, braku wiedzy i szacunku do człowieka większości niestety większości lekarzy i chwała tym którzy tacy nie są.

  29. Witam serdecznie, na moim blogu nominowałam Twój blog do Liebster Awards. Jeśli znajdziesz czas i – co ważniejsze – ochotę, będzie mi miło, jeśli odpowiesz na zadane tam pytania…

  30. Widzę, że autorka nie ma zielonego pojęcia o pracy lekarza. Tylko kompleksy, narzekania, oskarżenia. Poddawanie się leczeniu nie jest przymusowe. Pacjent zawsze może odmówić, wystarczy napisać odpowiednie oświadczenie i żaden „osioł” go już nie tknie.

  31. U mnie w domu (rodzina z której pochodzę, nie obecnie założona) każdy był mniej lub bardziej przewlekle chory, więc doświadczenia ze szpitalami mam duże. I różne. Spotykałam lekarzy, którzy wmawiali mojemu ojcu parę miesięcy po wypadku, że boi się chodzić, że to trauma i pewnie gdyby się nie uparł, to by go takiego tracącego władzę w nogach puścili do domu. Ale na odczepnego zrobili mu (podobno któryś raz) tomografię… i praktycznie od razu, w środku nocy operowali. Bo ta „trauma i strach przed chodzeniem” okazała się być krwiakami na mózgu.
    Spotkałam się dla odmiany na patologii ciąży z ordynatorem neurologii (inny szpital, inne miasto niż opisywane przeze mnie powyżej), bo ordynatorowi ginekologii nie wystarczył fakt, że pierwszy poród to była cesarka wg wskazań neuro i skierowanie na cc miałam teraz też od neuro. Ale to musiał być „nasz neuro”. No to się pofatygował Ordynator we własnej osobie (wówczas nie wiedziałam, że z ordynatorem rozmawiam, tego dowiedziałam się później). Przebadał mnie, przeprowadził wywiad i na końcu poinformował, że przychyli się do tego, że powinna być cesarka. A w końcu skoro to Pan i Władca to mógł tylko opukać młotkiem tam gdzie trzeba i pożegnać się, wnioski z badania zachowując dla ginekologa.
    Jak widać lekarze są różni. Tak samo jak i urzędnicy, handlowcy czy księża. Tyko od lekarzy (i od księży też) trochę więcej się wymaga.

  32. Podpisuję się rękami i nogami pod tym wpisem. Sama mam bardzo nieprzyjemne doświadczenia z pobytu w szpitalu po porodzie przez cc. Nigdy nie zapomnę obchodów – za każdym razem bolesne uciskanie brzucha (naprawdę można było to robić delikatniej) i wielkie naburmuszenie pani dr. Pamiętam, jak opieprzyła mnie za to, że przy moim łóżku leżała torba, którą dopiero co przyniósł mi mój mąż (sorry, kiedy niby miałam ją schować i gdzie?), a do tego miała pretensje, że nie idzie mi karmienie piersią (pierwszy raz w życiu to robiłam, więc nie dziwne, że mi nie wychodziło, tym bardziej, że nawet doświadczonym matkom czasem ta sztuka nie wychodzi). Zresztą, nie ma to jak dołować bardziej świeżo upieczoną matkę, która i tak już była potwornie zdołowana po porodzie. Żałuję, że nie zapamiętałam imienia i nazwiska tej dr i nie złożyłam skargi na nią. PS. Cieszę się, że na blogu poruszasz takie kontrowersyjne tematy, bo mało kto ma odwagę, żeby to robić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>