Naprzeciw feministycznym szczekaczkom

Mam ostatnio na tyle sporo czasu, że coś mnie tknęło, by wybrać się do biblioteki i przysiąść do czegoś, czego nie robiłam od bardzo dawna – czytać książki. Wstyd, że tak rzadko to robię, ale często po prostu człowiek nie ma sił. Humaniści mogą pyszczyć, że ludzie głupieją od  nie czytania książek. Trochę jest w tym prawdy, telewizory i komputery zawładnęły nami do reszty, jednak nie można generalizować. Jeśli ktoś siedzi w robocie 8 godzin dziennie to trudno po pracy wziąć się za czytanie ambitnych lektur. Jeszcze trzeba zająć się domem, trochę posprzątać, coś ugotować, iść z psem na spacer, z dziećmi pogadać itp, itd. Jesteśmy zabiegani. Po prostu. Smutne, że relaks to dla nas leżenie na kanapie i oglądanie filmów, ale jeśli te są wartościowe, to cóż w tym złego? Od nas zależy co wybieramy, siedzenie przed telewizorem czy klikanie na klawiaturze nie zawsze jest złe. Z tych czynności możemy zrobić pożytek. Nic nie jest czarne lub białe. Za to niektóre książki są szczytem kretynizmu i nikt mi nie powie, że lepiej czytać jakieś głupoty niż rozerwać się umierając ze śmiechu przy oglądaniu komedii.

Ale ja nie o tym. Tak się złożyło, że w moje ręce całkiem przypadkowo trafiło kilka ciekawych, feministycznych książek. Kwestie w nich poruszane dają do myślenia, z wieloma tezami w 100% się zgadzam. Zawsze wydawało mi się, że mam coś z feministki. Te książki to potwierdziły, choć też pokazały, że –uff – zagorzały feminizm jest mi bardzo daleki.

Zgodzę się ze stwierdzeniem, że każdy rodzaj broni został wymyślony przez mężczyznę. Mężczyzna też ową broń wykorzystuje w niezbyt humanitarny sposób, w imię jeszcze mniej humanitarnych idei. Zgadzam się, że to on jest tym, który wojnę rozpoczyna, przeprowadza, z zimną krwią zabija. Zgodzę się ze zdaniem, że o wiele częściej to mężczyzna krzywdzi czy to dziecko, czy kobietę. Że to mężczyzna jest sprawcą gwałtu – czynu brutalnego, odzierającego z godności ofiarę, która płaci za to dozgonnym lękiem, oziębłością, swego rodzaju upośledzeniem emocjonalnym. Zgodzę się, że mężczyzna rządzi światem. Że mężczyzna nie pozwala kobiecie zajść dalej niż on sam pomimo, że jest o wiele lepsza. Że w biznesie mężczyzna nie traktuje kobiety na równi. Że zawsze będzie patrzał na jej rozwój z przymrużeniem oka. Zgodzę się ze stwierdzeniem, że gdyby nie zezwierzęcenie mężczyzny, nie byłoby potężnego przemysłu seksualnego. Przyznam też, że bardzo często zachowania mężczyzn odbieram jako przejaw najprymitywniejszego prostactwa, braku szacunku względem kobiety. Słowem – mężczyzna jest źródłem wszelkiego zła.

A kobieta? Wiele feministek złego słowa na nią nie powie. A ja tej mam wiele do zarzucenia. To ona jest mistrzynią intryg, kłamstw, mieszania ludziom w głowach. To istna perfidna żmija. Daje zgodę na karygodne zachowanie mężczyzny. Godzi się na pójście do łóżka w zamian za posadę. Gdyby nie jej przyzwolenie – seksbiznes nie mógłby się rozwinąć na taką skalę (przecież nawet sama w nim uczestniczy nie jako ofiara, lecz jako koordynatorka erotycznych spotkań niewinnych dziewcząt z oblechami). To kobieta jest matką, która wychowuje syna w taki a nie inny sposób. To ona pokazuje mu świat, ona przekazuje system wartości. Dla niej o wiele częściej ważniejsza jest kariera. Ona nie pamięta o tym, że im dziecko starsze, tym mniejszy wpływ ma na jego życie i tym bardziej jej potomek zagubi się w natłoku wartości wszczepianych przez durne otoczenie. To ona zapomina, że razem z ojcem ma być opoką, że ma wskazywać co dobre a co złe (no dobra, oboje o tym zapominają). Tymczasem kobieta dziecko spycha na drugi plan skupiając się na własnych ambicjach. Ale też ona nieraz jest nadopiekuńcza, uzależnia dziecko od siebie krzywdząc je i sprawiając, że do końca życia jest upośledzone w pewnych kwestiach. Ona – z taką samą o ile nie większą częstotliwością co mężczyzna – krzywdzi syna psychicznie. Dość powszechnym zjawiskiem jest też kobieta będąca służącą męża. Godzi się na wszystko, ślepo go kocha i zrobi wszystko dla miłości. Ona przy mężu jest gdy ten każdego dnia się upija, bije ją i dziecko. Kobieta jest bezkrytyczna wobec tego, który najbardziej ją krzywdzi.

Patrząc na powyższe zestawienie zła mężczyzny ze złem kobiety nasuwa się stwierdzenie, że mroczny charakter kobiety jest nieporównywalnie mniej szkodliwy i zbrodniczy od męskiej natury. Nie zaprzeczę. Na taki stan rzeczy pracowano od wieków. Kobieta miała posłusznie siedzieć w domu, wychowywać dzieci, prać, gotować, sprzątać, zaspokajać erotyczne potrzeby męża. I absolutnie nie garnąć się do nauki. Mężczyzna za to zapewniał byt rodzinie, Wykazywał też władcze i waleczne zapędy. Nigdy nie rozumiałam na czym polegały samcze żądze powiększania terytoriów, posiadania bogactw i kobiet na zawołanie. I tak od wieków, pokolenie za pokoleniem, powielano chore podziały. Dziś kobiety zabierają głos, otwierają oczy współczesnym społeczeństwom. I dobrze, tak trzeba, nie można godzić się na coś, co nam nie pasuje. Ale jedno pytanie mi chodzi po głowie: załóżmy, że za 100 lat kobiety będą na równi z mężczyznami. A nawet ich przewyższą. We wszystkim. Będą mogły śmiało wchodzić w świat polityki, być głową państwa, mieć władzę. Skąd pewność, że te kobiety nie zmienią się w podłe, bezwzględne bestie? Być może ich mniejszy udział w zbrodniach jest podyktowany tylko i wyłącznie tym, że nie miały możliwości rozwinąć mrocznej strony osobowości, bo od wieków mężczyźni rządzą światem? Może po prostu mężczyzna ma więcej okazji do pokazania swoich demonów?

Czysta psychologia i cienka granica

Nie ma wątpliwości że mężczyzna używający przemocy względem rodziny jest bydlakiem, że tylko i wyłącznie on jest odpowiedzialny za brutalny świat, który jej daje. Taki człowiek jest dość sprytny – najpierw zdobywa kobietę, uzależnia ją od siebie pod każdym względem, po czasie wmawia jej, że jest brzydka i beznadziejna we wszystkim co robi, a gdy zrówna jej samoocenę z ziemią – traktuje ją jak worek treningowy. Społeczeństwo nie przywykło do obronnych zachowań kobiet, toteż w mentalności społeczeństwa zmian dokonywać należy. Uległość, słabość kobiety zwiększa prawdopodobieństwo rozbestwienia faceta. Wyobraźmy sobie sytuację, że to kobieta dużo zarabia, a facet siedzi w domu i jest misiem „do rany przyłóż”. Czy myślicie, że trudno takiej kobiecie pokazać ciemną stronę osobowości? Czy myślicie, że granica, po przekroczeniu której ona znęca się psychicznie nad małżonkiem, jest gruba? Każdy człowiek ma w sobie coś mrocznego. Akcja zawsze budzi reakcję, miejmy to na uwadze. Przyzwolenie rodzi działanie o krok dalej od zamierzonego. Bezmyślna uległość wzmacnia arogancką pewność partnera. Uzależnienie od małżonka rodzi w nim poczucie władzy.
(ps. Proszę nie czepiać się słówek i czytać ze zrozumieniem. Mam tu na myśli grę czysto psychologiczną, zdaniem „akcja budzi reakcję” nie mam na myśli gwałtów, które bezsprzecznie są winą tylko i wyłącznie mężczyzn, a nie krótkiej spódniczki).
Trzeba mieć łeb na karku. Czasem postawić na swoim, pokazać, że każdy ma prawo do własnego zdania.

Rodzina to klucz

Rzecz nie w tym, żeby się przekrzykiwać i zwalać winę zła świata na płeć przeciwną, ale w tym, by zmienić światopogląd. By kobieta wyzwoliła się z roli jej narzuconej (nie wiadomo przez kogo). By mężczyzna poczuł obowiązek czynnego tworzenia rodziny. By wspólnie wytworzyć silną osobowość młodego człowieka, by szanować się wzajemnie, by iść przez życie bez niewyjaśnionych pretensji, żalów i by mieć poczucie odpowiedzialności za czyny. Tyczy się to zarówno mężczyzny jak i kobiety. Zaczyna się moda na to, że już żadne z nich nie interesuje się życiem rodzinnym, każdy idzie w swoją stronę, łącznie z dzieckiem (a powinno być wręcz odwrotnie!). Zaczyna się buntowanie kobiet: „a dlaczego to ja mam siedzieć przy dziecku a nie on?!”. Jeśli mężczyzna jest dobrze wychowany – pomoże żonie, pójdzie na kompromis. Jeśli nie – rodzina nigdy nie powstanie. Bezsporne powinno być przekonanie, że jeśli jest dziecko – oboje muszą zaangażować się z jego wychowanie.

To człowiek jest źródłem zła, człowiek będący zarówno mężczyzną, jak i kobietą. To drzemiące w nim stereotypy popychają go w nieprawidłowym kierunku. To zatracenie systemu wartości, ślepa miłość, ślepa wiara, ślepa ideologia, psychiczne blokady i niedowartościowanie są motorem napędzającym człowieka do niezrozumiałych posunięć, które przynoszą tyle cierpienia.

2 myśli nt. „Naprzeciw feministycznym szczekaczkom”

  1. Świetny post, gratuluję. Ze swojej strony dodam tylko, że poznanie swojej wewnętrznej natury, rozeznanie swoich predyspozycji a później świadome z nich korzystanie jest dla mnie warunkiem spełnienia w dorosłym życiu.

  2. Tak samo nie trawię feministek jak i szowinistów. Nie upieram się, że kobiety są takie same jak mężczyźni, ani że lepsze czy gorsze. Są inne.
    Szkoda tylko, że tak mało jest takich zrównoważonych wpisów jak ten.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>