Gościnność współczesnego Polaka

Kiedy zapraszam gości, to rzeczą naturalną jest postaranie się, by spędzić fajnie wspólny czas. By gość nie był głodny, by miał wygodne ‚spanie’, by się nie nudził. Nie chodzi o ‚skakanie’ koło niego, a jedynie o to, by czuł się dobrze i by wiedział, że jest dla mnie kimś ważnym. Jednak z tego co obserwuję, mało osób przejmuje się zaproszonymi znajomymi.

Koleżanka, z którą się nie widziałam pół roku, zaprasza mnie do siebie. „Jak cudownie!” – myślę, nigdy u niej nie byłam i fajnie, że wychodzi z inicjatywą, by się spotkać. Mam nadzieję, że przy okazji pokaże mi swoją okolicę, dużo się o niej słyszy. Tak więc jadę pełna optymizmu na drugi koniec Polski, oczywiście nie z pustymi rękoma – dobre wino i swojskie jedzenie od babci pewnie ją ucieszy.

W końcu dojeżdżam do jej miejscowości, odbiera mnie z dworca. Wchodzimy do domu – wydaje się ładny, aczkolwiek nie trzeba być perfekcyjną panią domu, by dostrzec przygnite pomidory leżące na stole w kuchni. Ponadto po podłodze „pływają” kłęby sierści psa. Rozumiem, że zwierz się leni, ale ewidentnie od trzech dni nie było odkurzane (co przy leniącym się pupilu jest nie do pomyślenia). W jej pokoju na stole stoją jedynie paluszki i chipsy. Tak wygląda kolacja. Szarpnęła się dziewczyna – wypijamy po dwa piwa. Trochę gadamy, ale jestem zażenowana tym, że ciągle pisze na komórce smsy. Czuje się tu niechciana. Czuje się, jakbym się wprosiła, a wcale tak nie jest, to ona mnie zaprosiła. O 22 przypomina jej się, że pies od rana (!) nie był na spacerze i nie załatwiał potrzeby. Tak więc idziemy na spacer z Dudusiem. Może teraz pogadamy na luzie, pośmiejemy się, opowie mi więcej o swojej pracy. Może poleci jakiś film, który ostatnio oglądała bądź opowie o koncercie, na którym miesiąc temu była. Zawsze jest taka spontaniczna, wygadana, a teraz z łaską odpowiada na pytania, a gdy ja coś mówię, mam wrażenie, że w ogóle nie słucha. Może coś ją męczy, ale nie chce się do niczego przyznać. Spacer z psem trwa zaledwie 20 minut. Po przyjściu każda z nas bierze prysznic i idzie spać.

Po przebudzeniu postanawiam, że jadę z powrotem. Nie mam najmniejszej ochoty tu być. Iwona robi mi dwie kanapki i pyta mnie, co dziś robimy. Zabrzmiało to tak, jakbym była problemem i jakby ona była przymuszona robić to, co ja zechcę. Tak naprawdę mi obojętnie czy pochodzimy, pozwiedzamy, czy posiedzimy i pogadamy, czy pójdziemy do kina, do parku, czy wieczorem na dicho… byleby razem w fajny sposób spędzić czas. Nie chcę żadnego „wymuszenia”, a w tym przypadku czuję, że ona nie jest przyzwyczajona do przyjmowania gości, nie potrafi tego robić, nie ma nic przygotowanego do jedzenia, na obiad pewnie poszłybyśmy na kebab, bo ona nawet rosołu nie potrafi przyrządzić, mieszkanie usyfione, jakby w ogóle nie sprzątała. Mi byłoby wstyd przyjmować gości (zaproszonych!) do takiego domu. Ona lubi się wpraszać, jest wtedy luzacka, bezpośrednia, nawet sama czasem zagląda do lodówki. Teraz to całkiem inna dziewczyna. Czuję się tu jak intruz, jakby miała mnie dość. Postanawiam powiedzieć w grzeczny sposób, że się pakuję i jadę z powrotem. Jest niby zdziwiona, ale bez żadnych oporów zawozi mnie na dworzec i się żegnamy.

Przytoczona sytuacja nie była odosobniona (w życiu miałam takich co najmniej kilka). Wśród młodych coraz częściej można spotkać się z gościnnością niepodobną do tej, z której Polacy są znani. Po takiej wizycie mam całkiem inne nastawienie do danej osoby. Na Iwonę nie potrafię już patrzeć jak na wyluzowaną fajną znajomą. Dziś raczej widzę w niej dziewczynę zakochaną w sobie nie zwracającą uwagi na nikogo. Mnóstwo razy się do mnie wpraszała, paplała o każdym szczególe z ostatniego tygodnia. Była wtedy sama w obcym mieście, widocznie potrzebowała tego. Teraz siedziała sobie w swojej strefie komfortu i nie obchodziło ją dosłownie nic. Tylko ta głupia komóra.

 

(Nie mam na myśli w tym wpisie gości, którzy się wpraszają – o tych kilka słów naskrobałam we wpisie pt. „Sposoby na natrętnego gościa”)

47 myśli nt. „Gościnność współczesnego Polaka”

  1. Gościnność, przyjmowanie ludzi wynosi się z domu. To rodzice przekazują dzieciom tą sztukę. Takie zachowanie jakie opisałaś jest po prostu prostackie i dobrze zrobiłaś wyjeżdżając na drugi dzień.

  2. Bo tak jest niby zaprasza a pisze sms-y albo lepiej pójdzie na chwilę , ta chwila to jakieś 10 minut na laptopa. Jakby ten był ważniejszy od zaproszonych gości. Jedna dobra rada idzie się tam ,gdzie wiesz ,że domownicy są otwarci i serdeczni na prawdę , nie tylko by się pokazać. Gdzie wiesz ,że dla nich gość jest gościem i będą starali się żeby jak najlepiej poczuł się w ich domu i po prostu dobrze spędził z nimi czas.

  3. Z mojego mieszkania każdy gość zawsze wychodzi uśmiechnięty, wypoczęty, zadowolony i najedzony do syta. Każdego gościa z moją żoną przyjmujemy po królewsku. W mieszkaniu zawsze panuje porządek, lodówka wypełniona po same brzegi, stół zawsze suto zastawiony (pyszne sałatki, grillowane udka z kurczaka, schab rolowany z pieczarkami, pieczone ziemniaczki, surówki, dobre białe wytrawne wino itp.), zawsze bardzo bardzo bardzo dużo tematów do rozmów, żartów, śmiechów itp. Każdy gość bardzo chętnie wraca w odwiedziny do nas:-) Od zawsze mamy gości.

  4. starsi też tak postępują. Rok temu daliśmy darowiznę dalekiej rodzinie na kwotę 30 tyś. Pojechaliśmy na zaproszony obiad z tej okazji, przywieźliyśmy własne jedzenie. Poczęstowali nas tylko tym, co my przywieźliśmy, po 3 godzinach wyprosili nas, bo 25 letni Adaś musiał się uczyć na egz, który miał za miesiąc. Darowiznę daliśmy im z litości, bo niby nieszczęśnicy poturbowani przez los. Gówno prawda, starzy wyjadacze

  5. Straszne. Nie dziwię się, że się czułaś jak intruz… Koleżanka „po byku” ;) jak można zaprosić kogoś i to z daleka i mieć na niego totalną olewkę, wstyd. Do mnie jak ma przyjść przyjaciółka, z którą znam się od lat, staram się, aby czuła się jak u siebie w domu. Jej, nie trzeba gotować obiadu z 5 dań…. Ale i nie samymi paluszkami częstować. Ja nie mam warunków, bo mieszkam z rodzicami, dzieckiem i narzeczonym, ale jak się tylko dorobię na pewno będę pichciła. Znam też pewne osoby, które… hehhe… moja kuzynka wybierała się do swojej siostry „na kawę” z ich koleżanką. Nie dość, że kuzynka kazała tej koleżance jechać jej autem, to kupić CIASTO albo ciasteczka. Okey ta kupiła, pojechały zaraz po pracy, a tam? Zjadły tylko to ciasto przywiezione przez tą koleżankę, a ona nie zdążyła nawet obiadu zjeść… Była głodna jak wilk, a moja „gościnna” kuzynka nic nie podała, głupiej kanapki nie zrobiła. Ach chyba faktycznie to młodsze pokolenie jest niegościnne… i zapatrzone w swoje 4 litery… ;/

  6. Jestem gościnna, ale przyznaję się, że to się zmienia, od kilku lat mieszkam z mężem w pięknym siedlisku. Wszyscy chcą nas odwiedzać, szczególnie wakacje/ferie łączą się z najazdami tłumów gości, często z dziećmi. Przybywają i chcą być obsługiwani, karmieni,zabawiani. Rozmawialiśmy o tym z mężem, że nie możemy tak dłużej żyć, umieramy ze zmęczenia. W tym roku NAS NIE MA!!!

  7. No tak, a Ty typowo po polsku przyjechałaś, powęszyłaś po kątach a na koniec obsmarowałaś w necie (bez personaliów, ale jednak). To również bardzo nieeleganckie, tym bardziej w kontekście wytykania innym braku ogłady. Gdy zapraszam do siebie gości sprzątam i gotuję, ale zdecydowanie nie czułabym się dobrze, gdyby gość bawił się w perfekcyjną panią domu i oceniał kiedy ostatni raz odkurzałam, albo oburzał się, że postawiłam przed nim paluszki, a nie wystawną kolację. Dobrałyście się…

    1. lepiej bym tego nie ujęła :) Koleżanka rzeczywiście zachowała się może nie do końca jak wypadałoby zapraszając gościa,ale w Twoim tonie mocno wyczuwam pretensję że nie zachowała się tak jak TY BYŚ TEGO CHCIAŁA a to są też dwie różne sprawy. Największe rozczarowania biorą się z naszych oczekiwań względem ludzi,chcielibyśmy ich lepić pod siebie a to nie jest ani koleżeństwo ani partnerstwo ani zdrowa relacja niestety. Zgadzam się w całości z -ms- :)

      1. ja nie jestem wymagająca wbrew pozorom i nigdy nie wymagam od innych, by robili to czego bym chciała. Oczekiwań żadnych nie miałam. Może jedynie że fajnie spędzęz nią czas. Nikt nie lubi czuć się olewany i to jeszcze przez kogoś, kto nie jest nam obojętny.

    2. Dobrze opisala. Pierwsze mi sie nasunelo, ze Iwona ma problemy emocjonalne. Moze probowala nawiazac kontakt by sie uzewnetrznic ale nie dano jej „pobudki”. Drugie to: malo w Polsce ludzi wie jak przyjmowac gosci. Czesto nie oczekujemy jedzenia i nadskakiwania ale wlasnie zwiedzenia okolicy. Mieszkam poza krajem i miewam gosci cale lato. Gdy sie zbliza czas to planuje wycieczki i oczywiscie kontaktuje sie czy takie ich interesuja. Gdy ja jechalam do Polski to mnie trzymali przy stole jakbym byla zaglodzona. Chodzilam od domu do domu i to samo. Strata czasu. Moja propozycja spotkania gdzies poza domem robi im kwasne miny. Od tamtego czasu zwiedzam sama a w ostatniej minucie dzwonie, ze chetnie sie spotkam ale nie w ich domach. Niech sie najedza i wyjda lub nie. Ja nie bywam glodna. Przeciez mi chodzi o spotkanie z dana osoba a nie lustrowanie jej domostwa. Pozdrawiam

    3. Święta racja!
      Po przeczytaniu Twojego postu można raczej odnieść wrażenie, że sprawia Ci przyjemność krytykowanie koleżanki. Zanim wypowiesz się w sposób krytyczny, może powinnaś przeanalizować, może rzeczywiście koleżanka ma kłopoty, może dużo pracy i po prostu była przemęczona. Niezbyt ładnie z Twojej strony. A dla mnie już szczytem jest wytykanie komuś kiedy odkurzał, czy coś ugotował Ja mam 2 psy i uwierz mi, godzinę po odkurzaniu mieszkania pojawia się sierść.
      Pozdrawiam i życzę więcej życzliwości.

      1. ktoś może nie potrafi gotować – rozumiem, ktoś ma psa z wielkimi kłakami – rozumiem. naprawdę na nic bym nie narzekała gdyby nie zwykłe olewactwo. byłam u koleżanki która nie umie gotować, za to poszłyśmy do przyjemnej, taniej restauracji na obiad. Zawsze też można pizzę zamówić. Cokolwiek. Nie mam nic do braku umiejętności gotowania, ale tu mowa o kimś kto całym swoim zachowaniem irytuje.

    4. też nie jestem za bawieniem się w perfekcyjną panią domu, niemniej jednak widoczny bajzel w domu to troszkę przegięcie. Poza tym w ogóle bym się niczego nie czepiała, gdyby mnie po prostu nie olewała. Wystawna kolacja? A kto mówi o czymś takim? Kanapki w zupełności by wystarczyły. Opisałam ze szczegółami sytuację po to, by pokazać CAŁOKSZTAŁT jej zachowania. Po poskładaniu tych detali chyba nikt nie ma wątpliwości, że koleżanka ma gdzieś gości których zaprasza.

      1. Chyba sama nie zdajesz sobie sprawy z tonu, jakim tę sytuację opisałaś: „nie ma nic przygotowanego do jedzenia, na obiad pewnie poszłybyśmy na kebab, bo ona nawet rosołu nie potrafi przyrządzić, mieszkanie usyfione, jakby w ogóle nie sprzątała. Mi byłoby wstyd przyjmować gości (zaproszonych!) do takiego domu.” Owszem, masz prawo czuć się rozżalona brakiem zainteresowania ze strony koleżanki, ale takie czepianie się pomidora i psiej sierści to już nie krytyka, a krytykanctwo. Tak jak pisałam – sama sprzątam mieszkanie przed przyjazdem gości (zresztą nie tylko wtedy), ale nie życzyłabym sobie biegania z białą rękawiczką, bo w końcu zapraszam GOŚCI, a nie inspekcję sanepidu. Sama mam zwierzaki (2 szczury) i wiem, że potrafią nasyfić w ciągu 5 minut od schowania odkurzacza. Dziwnie bym się poczuła, gdybym się dowiedziała, że ktoś po wyjściu ode mnie z domu wyżywał się na mnie w necie pisząc, że mam syf i nie odkurzałam od 3 dni. Rozumiem krytykę zachowania, braku zainteresowania itd., ale nie podoba mi się takie rozglądanie się po kątach…

        1. To jest zwykła krytyka brudu w domu a nie żadne krytykanctwo. Trzeba sobie zdawać sprawę, że jak się zaprasza gości to podejmuje się pewne zobowiązanie. Nikt tutaj nie biegał z białą rękawiczką po kątach. Taki brud rzuca się w oczy nawet gdy się go nie chce widzieć. A to, że zwierzęta potrafią nasyfić w ciągu 5 min – zależy oczywiście jak się je trzyma i na co pozwala. Ja osobićie nie lubię jak pies gospodarzy chodzi po stole, skacze nad zrobioną mi herbatą, w której po chwili znajduję sierść. I co w takiej sytuacji zrobić? Wypić… bo kultura to nie tylko nie rozlać wina, ale też nie zauważyć jak inni rozleją? Wydaje mi się, że są jednak pewne granice, a brud i syf to brud i syf i łatwo to odróżnić od zwykłego bałaganu, który można zrobić w kilka minut.

    5. Jak przychodza zapowiedziani goście to wstyd wystawić jedynie paluszki, co innego jak się jest zaskoczonym, chociaż ja np zawsze mam coś więcej niż paluszki na w razie czego. Poza tym odrobina inwencji i nawet niezapowiedzianemu gosciowi można zaproponowac obiad czy kolację – bo każdy normalny człowiek ma jedzenie w lodówce. Choćby zwykłe kanapki.
      Nie odniosłam wrażenia, że autorka węszyła po kontach jak perfekcyjna pani domu, nieodkurzane mieszkanie widac od razu bez większego przyglądania się. Aż steach pomyśleć co by było, gdyby przejechała ręka po framudze czy parapecie ble. Jak ktoś nie odkurza regularnie mieszkania to innych rzeczy tez nie sprzata – strach skorzystac z toalety, czy się jakiegos syfa nie złapie. Uważam, że nalezy tępić brudasów na wszelkie mozliwe sposoby a osoby nie potrafiące zadbac nalezycie o swoich gości – zawstydzać. Ten kto broni owej kolezanki najprawdopodobniej sam jest podobny.

      1. Wtrace się Agnieszko, i stane w obronie „brudasa” –
        nie jest prawda, ze jak ktoś nie odkurza, to wszędzie indziej ma brud.
        W tygodniu nie odkurzam, bo spędzam w pracy poza domem 10 godz. i przychodzę wystarczająco zmeczona.
        Pod koniec tygodnia rosnie bałagan – co nie znaczy, ze
        nie mam czystej ubikacji, zlewu, blatu w kuchni i swiezej pościeli.
        Wrecz przeciwnie – to sa priorytety.
        Scieranie kurzu nie ma tu nic do tego.

        Jeszcze raz powtorze, ze opisana Iwona zachowywala się jak ktoś zaprzatnietny jakims problemem, kłopotem, wazna sprawa, która przyslonila jej wizyte gościa.
        A gosc jakos nie zapytal czy może trzeba w czyms pomoc ?

  8. Z drugiej strony nie można wychodzic z założenia zastaw się a postaw się. Niektórzy goście mają wymagania. Osobiście staram się dla swoich gości, a w rodzinie mam takie osoby, które wpraszaja się do mojego domu rodzinnego, a mama nie umie odmówić się i ich obsługuje. Jak jestem tam, to czywiście, że pomagam jej, bo żal mi, nie chcę, żeby się tak męczyła.

  9. single tak mają… niektórzy odnajdują się w tradycyjnej roli gospodarza, a niektórzy nie… jeśli na co dzień traktuję swój dom jako spalnie stołuje się na mieście, mam luźny stosunek do porządku i ładu to skąd tu wymagać nagle zwrotu o 180 *… ona tak po prostu ma… prawdopodobnie jakby to był facet to nie robiłabyś mu zarzutów z bałaganu… ale… ale… lekceważenie gościa to już całkiem inna sprawa. Luz luzem, wrodzone bałaganiarstwo można wybaczyć, ale sms podczas wizyty już nie bardzo… to świadczy trochę o braku kultury… ludzie są różni i albo ich kupujemy w całości, albo nie.

    1. właśnie o to lekceważenie mi chodzi. nie o bałagan czy to że na kolacje jadłyśmy paluszki i chipsy… chodzi o całokształt, o jej stosunek do gościa, którego SAMA w końcu zaprosiła…

  10. Ani nie chciałabym się przyjaźnić z Iwoną, ani z Tobą. Ona – niegościnna, ty – surowo oceniająca wygląd mieszkania i sposób bycia.

    1. celowo piszę w taki a nie inny sposób. mam nadzieję, że coś zaświta w głowach osób, które to czytają a które także w taki sposób przyjmują zaproszonych gości.

  11. Trzeba też odróżnić wizytę sztywnego gościa od wizyty przyjaciółki. Nie mówię, że nie należy posprzątać, ale być może przyjaciółka zawsze taka była? I nie widzę nic złego w pytaniu do przyjaciółki, co dzisiaj robimy? Może chciała zrobić coś, na co miałabyś ochotę? I może jeszcze można się było zastanowić po co przyjaciółka zaprosiła. Może miała jakiś problem, a ty widzisz tylko swoje przywileje gościa? Może miała kłopoty finansowe i dlatego dostałaś paluszki? Może nie potrafi ugotować rosołu? Przyjechałaś i wymagasz. Na dodatek obsmarowujesz i nazywasz egoistką. Może był powód takiego zachowania? Przyjechałaś jako przyjaciółka? Czy oby?

    1. może to może tamto, nie pisałabym tego gdybym wiedziała że coś u niej jest nie tak. ton pytania „co dziś robimy” był jednoznaczny.
      ona ma wszystko. żyje jakby trochę w innym świecie. ale to nieważne.
      przesłanie jest jedno – zastanówcie się trochę jak zapraszacie gości. skoro ich zapraszacie to ich szanujcie.

  12. Kiedy ostatnio widziałaś się z tą „kumpelą”? Jeżeli od ostatniego spotkania minęło trochę czasu, choćby rok czy więcej to może „zapraszająca” zmieniła się- nastawienie do świata. To samo tyczy się Ciebie, bo nie jest wykluczone że i Ty uległaś zmianie.

    Z moich okolic tz. doświadczeń, sytuacja wygląda następująco: mam kolegę- też luzak, świetny jeżeli złapiesz z nim kontakt i temat rozmowy. Ale za Boga nie umie zająć się gośćmi. Jego model „goszczenia się” przebiega wg. własnych pomysłów gości i w głowie mu nie pojawi się pomysł, aby im przeszkadzać. Mówisz „idę po coś do zjedzenia”(w sensie że będzie grasować sam po twojej kuchni)- ok,żaden problem [piszesz, że twoja koleżanka "sama zagląda do lodówki"], on uważa to za coś naturalnego, normalnego, możliwe że i ona. Widać mają on/ona ma taki styl bycia.

    Swoją drogą na kolację mogłaś zaproponować zamówienie pizzy (ale chyba fast-food’u nie uważasz za jedzenie jeżeli sądzisz kebaba za coś gorszego) jeżeli byłaś głodna, albo jako temat poruszyć co ciekawego jest w okolicy, i zaproponowanie obejrzenia/podjechania. Jeżeli bawiła się telefonem to też chwytaj za telefon, albo pilot od tv i przewijaj programy.

    A tak zupełnie od siebie to wolę być gościem lub gościć te osoby, które wiedzą gdzie co trzymamy, i jak chcą to sobie wezmą. A nie które będą czekać, aż ktoś coś zaproponuje. Jeżeli trzeba ugościmy- coś przygotujemy, zawsze sprzątamy itp. ale nie jest to w pełni komfortowa sytuacja, fajnie jest razem z przyjaciółmi coś razem ugotować i pogadać w trakcie.

    Mój znajomy powiedział mi kiedyś, że jeżeli jest głodny a nikt go nie poczęstuje to nie poprosi, a jak przyzwyczai się do głodu, czy podobnego stanu, to odmówi już jedzenia. Każdy ma swój system, zapewne jest coś takiego jak savoir vivre „goszczenia się”, lecz wychodzę z założenia że mój dom moje zasady- nie pasuje- dziękuję.

    1. Wspólne pichcenie czy zamówienie pizzy to dobre pomysły. Też lubię, jeśli gość czuje u mnie swobodę i nie muszę mu wszystkiego pod nos podkładać. Ale żeby tą swobodę poczuł trzeba stworzyć takie warunki. Ja się tam po prostu czułam źle. Starałam się z nią pogadać, rozbawić, dowiedzieć się co u niej. Jej obojętność mnie rozbroiła. Jak mam się czuć dobrze u kogoś kto mnie tak traktuje?

    1. :D :))) język potoczny (który jest pewnie niezbyt poprawny) wciąż u mnie dominuje ;D dziękuję za uwagę, zapamiętam, coby mówić ładną składną polszczyzną :D

      1. To nie jest żaden potoczny język, tylko błąd językowy. Nazywaj rzeczy po imieniu. A co do opisu całej sytuacji, to moim zdaniem dziewczyna zachowywała się lekceważąco i trudno powiedzieć, czy chciała się ciebie szybko pozbyć czy po prostu nie wie, że nie powinno się gościa przyjmować w taki sposób, że ten czuje się niechciany. Jednak publiczne rozwodzenie się nad nieładem w cudzym domu jest rzeczą poniżej krytyki. Podobnie jak większość wypocin na blogach. Różnych. Okropna moda na ekshibicjonizm.

        1. Twoje zdanie :) jakbym chciała kogoś obrazić to pisałabym imieniem i nazwiskiem. Opisuję dziwne sytuacje nie dlatego bo mi się nudzi, a po to by ktoś coś z tego wyciągnął. choćby jedna osoba. niech przeczyta, zbulwersuje się bądź choćby minutkę pomyśli nad tym o czym piszę… to wystarczy.

  13. Widzę że większość młodych nie wie na czym polega przyjmowanie gości. Ktoś napisał że to wynosi się z domu. To prawda ale nie zawsze. Nie chodzi tu przecież o przyjmowanie wystawnym jedzeniem, elegancją i zadęciem. Chodzi o to że zaproszonej osobie należy się cała nasza uwaga w danym momencie. Miła rozmowa, zainteresowanie. Można nie mieć nic do jedzenia ani picia, ale trzeba mieć zainteresowanie gościem. Niedopuszczalne jest wychodzenie na długi czas żeby zająć się innymi czynnościami, odwracanie się plecami i czytanie gazet, oglądanie telewizji, rozmawianie przez telefon czy pisanie sms-ów. Zapraszając kogoś do siebie proponujemy coś do picia czy jedzenia i zajmujemy się gościem. Odkładamy na ten czas inne sprawy. To podstawa. Zainteresowanie to najważniejsze dla gościa.

  14. Znam to z autopsji, tak samo zachowuje się moja znajoma…. Zaprasza a w domu „kocury” fruwają, na stole skarpetki, jakieś stare resztki żarcia i masa kosmetyków, w wc syf, w całym mieszkaniu walają się ciuchy… masakra. Jak chcę jeść to muszę sama to jedzenie przynieść – za to jak wpadnie do mnie to bez pytania „częstuje się” wszystkim co jej w ręce i oczy wpadnie, muszę więc chować niektóre produkty bo inaczej bez krępacji wyżre mi wszystko! Ponadto włącza tv bo „nie może bez tego wytrzymać” choć wie, że ja tv prawie nie oglądam a już w szczególności przy gościach. Z komórką to samo: gadać potrafi godzinę a ja siedzę i… czekam aż dama raczy skończyć. Wtedy zastanawiam się po kiego grzyba do mnie przyszła?! TV ma u siebie, pogadać też może u siebie… Taka wizyta rozstraja mnie nerwowo, chamstwo czystej krwi!!!

  15. …zawsze irytowało mnie, gdy w trakcie spotkań (czy to w rodzinie czy ze znajomymi) w tle „nawijał” telewizor. Traktowałem go jak intruza… ale to jest nic w porówniu z osobą bawiącą się komórką w obecności drugiej osoby… totalne lekceważenie rozmówcy. Coraz częściej widzę tego typu sytuacje. Co do samej gościnności – myślę, że takie sytuacje, jaka spotkała Ciebie są nie tylko w Polsce… miałem kiedyś taką dziwna sytuację, że zostałem zaproszony na przyjęcie urodzinowe do kolegi… było tam ok. 20 osób… po kilku godzinach lekko wstawiony solenizant… ubrał się i wyszedł ze swojego domu (!) z dwoma uczestnikami imprezy… pojechali do jakiegoś klubu bawić się dalej, a nas – ok 15 osób zostawił w swoim mieszkaniu. Czasem ludzie są po prostu dziwni :). Jedni zapraszają by pogadać, inni by się czymś pochwalić, a jeszcze inni po to by zrewanżować się za coś! Pozdr.

  16. Ale wstyd! Tak jak opisałaś przyjmuja gości tylko osoby bez ogłady, bez manier i bez dobrego wychowania. Niestety to prawda, że obecnie wiele osób nie ma pojęcia o tym czym jest gościnność. Pisanie ssmsów kiedy ma się gościa to zwykłe prostactwo. Tak samo jak siedzenie wtedy przed kompem czy TV – nie dopuszczalne. Brudne mieszkanie czy dom – fuj na co dzień a co dopiero kiedy mają przyjśc ( przyjechac goście! ) – niestety w polskich domach króluje syf i to jest przykra prawda. Ja mam w domu psa i dwa koty – odkurzamy codziennie a w okresie lnienia nawet 3 razy dziennie. Na przyjście gości odkurzamy tuż przed umówioną godziną. Nie ma prawa być kurzu na meblach, sierści i okruchów na podłodze czy kanapie, musza być czyste okna, łazienka na glanc, zero kropek na kranach. Mieszkanie super przewietrzone. MY świeżo wykąpani, w czystych ubraniach. Jedzenie jak najlepszej jakości. No i uśmiech na ustach, wesołość w sercu ( swoimi handrami nikogo nie uraczam ), dobre, ciepłe słowo i 100% uwagi przez cały czas trwania wizyty. Wszystko pod gościa a nie pod nas. Na tym polega gościnność. A goście niezapowiedziani również u nas mogą liczyć na serdeczne przyjęcie, na czyste otoczenie i coś do jedzenia. Nie odmawiamy gościny nikomu. Nawet kuriera częstuję czymś do picia i proponuję żeby wszedł do środka bo trzymanie kogoś w progu uważam za mało kulturalne.

    1. Pieknie Agnieszko – jesteś na pewno wspaniala gospodynią.
      A może ktoś zapytalby się Iwony, co ja zaprzatalo, jaki kłopot, jaki problem, którym ewidentnie się zajmowala..?
      Na pewno nie zapytala się autorka bloga…

      1. „na pewno nie zapytała” no gratuluję tej pewności.
        zapytałam i to nieraz. ale to nieważne. ona nie prezentowała postawy osoby czymś strapionej, a osoby olewającej otoczenie.

  17. A nie przyszlo ci do glowy, ze ona była czyms mocno zaprzatnieta, i być może miała jakiś problem, który objawil się nieoczekiwanie? Była rozkojarzona, nieprzygotowana, zajmowala się komorka a nie gościem i gotowaniem…
    Ty zauwazyla tylko, ze twoje potrzeby nie zostały zaspokojone, ale nie pomyslalas, ze może jej trzeba w czyms pomoc?
    Może wlasnie zostawil ja jej chłopak, może dlatego szukala obecności przyjaciolki, może miała problem finansowy, bądź inny kłopot w rodzinie.

    Czasem warto stanac z boku i spojrzeć te sama sytuacje z zupełnie innej perspektywy. Czasem warto pomyslec co meczy drugiego człowieka , a nie mnie .

    1. jasne że warto patrzeć na rzeczy z innej perspektywy. jakby miała problem to nie pisałabym o niej w tak krytyczny sposób. to nie jest tak że ja oczekuję że ktoś będzie spełniał moje zachcianki, oczekiwania… ja nie mam oczekiwań. ale ona ewidentnie olewała gościa, tylko tyle. nie oceniam ludzi i ich postępowania tak pochopnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>