„Mieszkać z nim przed ślubem?! Wykluczone!”

Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która jest zaręczona. Moje pytanie nie było może taktowne, ale padło:
- Nie chcecie razem zamieszkać przed ślubem?
- No co ty, zwariowałaś?! Wszystko po bożemu!

Co znaczy ‚po bożemu’? Czy to, żeby przysięgać przed Bogiem miłość do kogoś, kogo się tak naprawdę nie zna? Czy to, żeby wejść w nowy, nieznany etap życia, który niekoniecznie okaże się kolorowym? Czy to, żeby poznawać męża/żonę dopiero po ślubie i – nie daj boże – rozczarować się? Czy to, żeby doświadczyć ciemnych stron osobowości partnera po powiedzeniu sakramentalnego „tak”?

Inna koleżanka poznała Piotrka, od razu zaiskrzyło. Tworzyli fajną, zgraną parę do czasu, gdy zamieszkali ze sobą. Po 3 miesiącach wspólnego życia rozstali się. Stwierdzili, że to nie to. Bez kłótni, bez sporów, bez łez, bez szarpania. W zgodzie powiedzieli sobie „do widzenia” i dali sobie szansę na szukanie szczęścia z kimś innym. To bardzo dojrzałe w porównaniu z innymi młodymi ludźmi, którzy na siłę próbują ratować coś, co nigdy nie zagra.

Znałam też dziewczynę, która – po bożemu – zamieszkała z partnerem dopiero po ślubie. Przed zamążpójściem wszystko widziała w jasnych barwach, była szczęśliwa, nakręcona na wspólne życie z Pawłem. Po ślubie na pytanie: „jak się żyje w nowym mieszkaniu z mężem?” odpowiedziała: „tragicznie”. Chyba pożałowała pochopnej decyzji.

To szaleństwo ryzykować własną przyszłość w imię wiary w Boga, w miłość i w drugiego człowieka. Jak można być pewnym partnera, skoro nieraz nie jesteśmy pewni samych siebie?
Jedyne, nad czym mogę pracować, to moja własna głowa, moja postawa, moje sumienie. Robić wszystko, by nie mieć sobie nic do zarzucenia. Na zachowanie i zmiany drugiej osoby nie mam wpływu. Nikt nie ma. Skupmy się na budowaniu poczucia pewności nas samych, a nie pewności drugiego człowieka, bo to niemożliwe.

„Ja jestem go pewna, nie martwię się o to, co będzie gdy zamieszkamy razem. Nie mogę się doczekać.”
Super. Ty bądź go pewna, a za 5 lat być może będzie zdradzał. Albo pewnego dnia podniesie na Ciebie rękę. Ty go kochaj, tymczasem on będzie po robocie siedział na kanapie i nic nie zrobi. Nawet Cię nie przytuli. Jedyne co go będzie interesowało to piwo, mecze, kumple. Ale on Cię też będzie kochał, w końcu będzie Twoim mężem, prawda? Będziesz mu podawać wszystko pod nos, bo tak mamusia go wychowała. On się nie zmieni, on taki jest. Za to Ty masz się zmienić, bo jesteś żoną, a żona jest po to, by usługiwać. Kochaj go do szaleństwa, znoś awantury, nie miej pretensji gdy będzie zupełnie bierny. Nie złość się, kiedy po raz 2563309 nie sprząta za sobą. Bo po co, przecież ma żonę. On Cię kocha, Ty go kochasz i jest zajebiście! Cała reszta się nie liczy.
No, nie bądźmy pesymistami, wcale nie mówię, że przyszłość tak musi wyglądać. Być może pokochasz go jeszcze bardziej po ślubie. Być może wtedy dopiero zaczniesz doceniać jaką szczęściarą jesteś, że masz takiego męża. Być może dotrzyma obietnicy i każdego dnia będzie się o Ciebie troszczyć. Być może Wasze życie zmieni się w bajkę.

Tak naprawdę nie wiesz jak będzie. Ja też. Ale wiem, że to jajko niespodzianka. Lubisz ryzyko? Ja lubię, ale chyba nie aż takie. Za dużo można stracić.

80 myśli nt. „„Mieszkać z nim przed ślubem?! Wykluczone!””

  1. Zamieszkując z kimś pod jednym dachem, można go rzeczywiście lepiej poznać – zobaczyć, jak się zachowuje, kiedy czuje się swobodnie, jakie ma nawyki, itp. W sumie to najlepsza z możliwych prób, aby sprawdzić, czy naprawdę pasuje się do siebie i czy da radę się dogadać w sprawach codziennych.
    Ale o tym, czy małżeństwo będzie udane, decyduje multum różnych rzeczy! Znam pary, które mieszkały ze sobą kilka miesięcy, wzięły ślub i po kilku tygodniach byli po rozwodzie. Znam pary, które znały się długie lata, ale zamieszkały ze sobą dopiero po ślubie i są ze sobą od dawna bardzo szczęśliwi. Wszystko tak naprawdę zależy od człowieka. Jeśli ktoś ma zdradzić – zdradzi. Jeśli ktoś ma skłonności do przemocy – prędzej czy później uderzy.

    1. zgadzam się, że o rozpadzie związku czy jego przetrwaniu decyduje mnóstwo czynników. Jednak uważam, że wspólne mieszkanie przed ślubem jest tym, przez co lepiej poznamy człowieka oraz życie, na jakie się będziemy pisać po ślubie. Wspólne mieszkanie po ślubie to jedna wielka niewiadoma i nikt mi nie powie, że lepiej przed ślubem nie mieszkać z partnerem.

      1. jestem przerażona komentarzami, młodzi ludzie w XXI wieku
        w środku Europy , albo nic nie rozumieją, albo obrażają.
        Jeśli ktoś dopuszcza wspólne życie dopiero po ślubie i jest zadowolony, to szczerze gratuluję, to jak trafić 6 w totka. Rozumiem tych, którzy uważają inaczej.
        mam na szczęście decyzję za sobą. Dawno temu wyszłam za mąż za chłopaka, z którym mieszkaliśmy razem nie będąc małżeństwem. I nie był on ani moim pierwszym , ani drugim chłopakiem.
        Nie mówię, że tak trzeba postępować. Ale decydując się na ślub, wiedziałam, że to właśnie ten, a nie ten pierwszy i nie ten drugi………
        tylko tyle chciałam powiedzieć

    2. Znaliśmy się przed ślubem 4 lata, nie mieszkaliśmy ze sobą ani jednego dnia. Dziś jesteśmy 22 lata małżeństwem, a zakładaliśmy rodzinę w wieku 21 lat, córka studiuje, nasze małżeństwo trwa i może zabrzmi to jak z ckliwego romansu, ale jesteśmy ze sobą szczęśliwi.

    3. 100% racji. No i praca nad ta codziennoscia. Jesli dwoje chce to pokonaja wszystkie przeszkody. Codziennosc to nie cukierkowy raj tylko raczej nuda przeplatana problemami i czasem tymi milymi chwilami :) nie mozna tez krytykowac za to ze nie mieszkaja przed slubem bo to przeciez my decydujemy nie opinie innych. Skad wiesz moze własnie po slubie dopiero gdy zamieszkaja bedzie ok. tego im zycze i powodzenia! :)

  2. Cała teza artykułu ukuta jest na błędnym założeniu. Autorka przyjmuje, że wspólne zamieszkanie przed ślubem jest gwarancją lub unikalną szansą na poznanie drugiej osoby. Obudowuje to szeregiem argumentów, z których wynikają kolejne założenia – nie da się rozeznać w drugim człowieku, nie mieszkając z nim. I w drugą stronę – wspólne mieszkanie przez jakiś czas (jak długi czas potrzebny jest na takie poznanie drugiej połówki, by „być pewnym” – tego już autorka nam nie powie) powoduje, iż w tym czasie mogą wyjść na wierzch wszelkie „brudy” osobowości. Ujawnia przy tym swoje lub czyjeś lęki związane z mężczyznami – lęk przed przemocą fizyczną, przed lenistwem czy też spadkiem atrakcyjności partnera, przed byciem zdradzonym. Jest to oczywisty nonsens i zabójstwo na logice. Ludzie w swoim życiu często postępują logicznie i często nie czynią tego świadomie. Dlatego też kobieta zwraca u mężczyzny uwagę na te cechy, które w potencjalnym związku mogą przynieść jej korzyści i odwrotnie – facet mierzy kobitkę swoim wzrokiem i swoją miarą wartości. Niemal zawsze początki to obustronna „kampania reklamowa”, strojenie się, perfumy, szalone pomysły… byle zaimponować adorowanej osobie. Ale ten okres mija. Owszem, reklama nie ustaje, ale poznajemy coraz więcej elementów, cech, nawyków drugiej osoby. I to nie m1 jest rzeczą, której potrzebujemy, by odpowiedzieć sobie na to fundamentalne pytanie – czy to właśnie on/ona? Tym, co jest na potrzebne jest… czas. Jeśli nim dysponujemy i dobrze go wykorzystamy, dowiemy się o drugiej osobie więcej niż mogłoby nam się wydać. Wiem to z własnych doświadczeń i z dziesiątek – jeśli nie setek – opowieści znajomych osób. Po drugie, traktowanie wspólnego zamieszkania jako polisy gwarancyjnej na wypadek kryzysów, problemów, rozstań świadczy co najmniej o dużej naiwności. Są miliony mniej lub bardziej znanych dzienników, pamiętników, opisów, w których ktoś opisuje swoje zaskoczenie zachowaniem czy decyzją drugiej osoby z perspektywy dziesiątek lat. Każda żona poznaje swojego męża właściwie przez całe życie. Każdy mąż uczy się małżonki dzień za dniem i właśnie temu (!) służyć ma małżeństwo, by tę naukę dobrze wykorzystać, by nauczyć się drugiej osoby i razem z nią starać się rozwiązać problemy? A jeśli rozwiązanie ich staje się niemożliwym? Ten kto wierzy, ten wie, że po tamtej stronie nie ma rzeczy niemożliwych, są one co najwyżej nieosiągalne w danym momencie. Dlatego czasem usłyszy się o tym, że X wyprowadził się od Y po 10 latach małżeństwa. Co nie znaczy, że pewnego dnia nie przekroczy ponownie progu tych samych drzwi… Dobrze kogoś poznać tzn. poświęcić mu czas, dać cząstkę siebie. Przebrać mu pościel? Można i na wczasach, nie potrzebne jest do tego wspólne mieszkanie. A w kontekście poważnego traktowania drugiej osoby i myśli o małżeństwie jest to wręcz szkodliwe. Ale to temat na osobne wypracowanie :)

    1. o proszę, jaka analiza tego co autorka miała na myśli… :D
      wow, nie wiedziałam, że to miałam na myśli :D
      ale sobie dopowiadacie…
      nie mówię, że wcześniejsze mieszkanie z kimś jest gwarantem dobrego małżeństwa, ALE że dzięki zamieszkaniu z kimś można np. uniknąć błędu i jednak się z tym kimś nie wiązać. albo wręcz przeciwnie. albo nic to nie da, bo kilka lat po ślubie i tak jedno drugiemu będzie na złość robić. na litość, ja tu nigdzie nie piszę, że mieszkanie z kimś przed ślubem = udane małżeństwo! nic nie przewiduję, jedynie pokazuje mój punkt widzenia – lepiej z kimś zamieszkać przed ślubem niż tego nie robić. kropka.

      1. my z mężem zamieszkaliśmy ze sobą o ślubie,2 lata temu…i są to cudowne dwa lata,ludzie rozstają się po 30 latach mieszkania ze sobą…bzdurą więc jest twierdzenie,że aby się poznać trzeba zamieszkać ze sobą

      2. hmm… skoro wspólne zamieszkanie albo pomoże uniknąć błędu, albo wręcz przeciwnie, albo nic to nie da (!) to po co ten artykuł? :) Nic sobie nie dopowiadamy. Czytamy ze zrozumieniem. Autorko, sama w tym komentarzu (znów nieświadomie?) przyznałaś, że udanego związku nie gwarantuje ani wspólne zamieszkanie przed ślubem, ani jego brak. A prawdą jest to, co napisał już ktoś wyżej, że czas poświęcony drugiej osobie jest bardzo ważny. I nie wolno nastawiać się z góry na zmienianie jego czy jej lub oczekiwać, że ten ktoś będzie taki, jakiego sobie wymyśliliśmy i tylko testować, który kolejny partner po kilku miesiącach czy latach okaże się nie spełnić takich egoistycznych oczekiwań. Bo i my sami nie stoimy w miejscu.

        1. to nie artykuł tylko wpis na blogu. nic nie gwarantuje dobrego związku (już nie mówię o mieszkaniu ale także o np. doborze przeciwnych/zgodnych charakterów, czynnikach finansowe itp. itd. można się dużo rozwodzić), ale czy to powód dla którego mamy nie rozmawiać na takie tematy?
          komentarze pod wpisem są dowodem, że nie ma reguły.
          Decyzje jak ta związana z zamieszkaniem z kimś przed ślubem jest przede mną i przed masą ludzi, więc chyba warto rozważyć za i przeciw, poznać zdanie innych, posłuchać rzeczowych argumentów.

      3. Nie masz racji. Wbilas sobie do glowy wykladnie medialna i powtarzasz ja, jak zreszta wielu innych ludzi. Wieksze sa straty spowodowane mieszkaniem razem przed slubem niz korzysci jakie tu roztaczasz. O stratach juz nic nie napisalas bo przeciez media tez o nich nie wspominaja, bo po co? Straty sa takie same jak i przy wspolzyciu ze soba przed slubem. Juz slysze ten smiech bo przeciez „naukowcy” zaprzeczaja… no i po co jak nie trzeba sie tak ograniczac… Ano po to by chronic swoja psychike i nie meczyc sie potem majac brak zaufania, nie meczyc sie brakiem poczucia bezpieczenstwa. Zapomina albo nie jest Pani swiadoma, ze umysl ludzki dziala wowczas na Pani niekorzysc i niszczy zwiazek. Nigdy osoba ktora wspolzyje lub/i mieszka przed slubem z przyszlym mezem/zona nie ufa tej osobie w pelni. Podswiadomie umysl zaklada, ze jezeli Pani potrafi sypiac i mieszkac z kims przed slubem to potrafi rowniez sypiac z kims innym lub z nim zamieszkac bedac mezatka. Ten strach wchodzi wrac z decyzja i nigdy sie juz go zwiazek malzenski nie pozbedzie. Bedzie on takie malzenstwo toczyl az do rozwodu albo do smierci jesli znajda powody by z tym strachem zyc ze soba dalej. Skutkiem sa czesto po latach autentyczne zdrady bo strach juz zmeczy tak bardzo ze jedno z nich nie wytrzyma. Bardzo duzo koszmarnych traum dzieje sie w umyslach ludzi ktorzy nigdy nie zastanawiali sie jak reaguje ich umysl na mieszkanie „przed” i „po” i to s amo z seksem. Jesli ktos zamieszka lub wspolzyje „przed” to nie obroni sie przed myslami o zdradzie partnera, snuje wizje, boi sie rozpadu, sprawdza, podejrzewa bo umysl wie, ze oboje sa na to otwarci. Potem ludzie robia sobie pieklo z zycia podejrzeniami i strachem. Warto sobie to fundowac we wlasnej glowie tylko po to by dowiedziec sie czy nie na zbyt brzydkich nawykow? Nawyki mozna zmienic, pracowac nad nimi, one nie wyrzadzaja szkod w psychice. Szansa na rozpad jest wieksza wielokrotnie gdy jest mieszkanie i seks przed slubem. Wspolnego egzystowania ludzie ze soba razem sie ucza gdy sie szanuja wzajemnie. Wspolnego seksu i swoich cial tez sie ucza caly okres malzenstwa gdy zalezy im na szczesciu swoim wzajemnie. Glupota jest zakladac ze w seksie ktos sie nie pogorszy a nawykow nie nabierze dlugo po slubie bo ludzie cale zycie dojrzewaja i wszystko sie zmienia. Jesli sa swiadomi, ze nie sa z wosku i zmieeniaja sie sami i ze zmienia sie partner to beda wyrozumiali dla siebie wzajemnie. Takich szans sobie nie daja lubie, ktorzy kurczowo chca sie we wszystkim wysprawdzac przed slubem. Oni z gory zakladaja kogo sobie biora za meza/zone a jak przychodza zmiany rozwojowe to nagle sa zdziwieni ze „to nie ta osoba” i szukaja kolejnych figur woskowych. Psychila jest silniejsza niz jakiekolwiek racje rozumu „tu i teraz” i nie nalezy jej lekcewazyc lub uwazac ze ma sie wladze nad wlasna i nad cudza bo sie nie ma.

        1. No to pojechałaś/pojechałeś… I chyba seksu przed ślubem u Ciebie nie było, a z taką pewnością opisujesz te wizje, które rzekomo snują partnerzy po seksie przedmałżeńskim. I ten mózg, który podświadomie zakłada, że jesteś w stanie współżyć z kimś innym…
          Wiele osób zakłada to świadomie i nawet przez to bardziej się stara. No wiesz, stare porzekadło głosi: żeby się piwa napić to nie trzeba sobie browaru kupować…
          Moim zdaniem, dopasowanie seksualne jest jednym z ważniejszych czynników udanego związku. Brudne skarpetki na środku salonu wydają się drobiazgiem z perspektywy wielokrotnego orgazmu.

      4. Właśnie to jest „gwóźdź programu” – uważam, że wspólne mieszkanie nie odkrywa niczego więcej niż wspólne 2 tygodnie w jednym pokoju nad morzem lub w górach. Może natomiast wyrządzić wiele szkód moralnych i w efekcie doprowadzić do kryzysu w związku, którego nie byłoby ani przy braku mieszkania pod jednym dachem, ani też po ślubie. To są doświadczenia z życia wielu osób i wiele związków, które się rozpadły przez takie „nowoczesności”. Ci ludzie próbowali później wracać do siebie i niektórzy ponownie są razem, ale czasem skala wzajemnego odrzucenia, żalu i złych wspomnień była zbyt duża. Lepiej z kimś nie mieszkać przed ślubem niż mieszkać i w konsekwencji później nie wziąć ślubu. Kropka.

        1. te same sytuacje o których piszesz, czyli kryzysy, szkody moralne mogą nastąpić po ślubie. pół biedy gdy jest to przejściowy kryzys.. co jeśli ludzie zaczynają się nienawidzić a tkwią ze sobą z przyzwyczajenia i bo przyrzekli przed bogiem miłość do końca życia..?
          warto się starać odbudowywać związek na każdy możliwy sposób, ale czasem się nie da, czasem trzeba sobie powiedzieć „do widzenia” i iść dalej a nie tkwić w bagnie.
          moja znajoma po 5-letnim związku zamieszkała z chłopakiem. Po pół roku on ją zaczął bić (ona twierdziła że sporadycznie, ale potargane ubrania i siniaki mówiły same za siebie). Trwała w tym jeszcze dwa lata, później on ją wyrzucił z mieszkania. I teraz ona mówi: „szkoda, że nie zamieszkałam z nim po ślubie, pewnie by nie bił, bo by mnie szanował że po ślubie mu się oddałam”. A przepraszam, co by ślub zmienił? Zmieniłby człowieka? Nie sądzę. Mówię jej, że jakby to wszystko miało miejsce po ślubie to dopiero by miała przerąbane. A tak ma szanse ułożyć życie z kimś innym. Ale ona nie patrzy na to, że chłopak jej nie szanował i chyba po prostu nie kochał. Ona chciałaby już się ustatkować, mieć męża, dzieci. Ona żałuje, że go nie złapała ślubem. Nie patrzy na swoje szczęście, tylko na jakąś pieprzoną kolej rzeczy. I wie, że miałaby ciężkie życie z takim gnojem, ale mimo to żałuje, że nie doszło najpierw do ślubu. Życie ma się tylko jedno i dziewczyna naprawdę może dziękować bogu, że nie wpakowała się w małżeństwo z kimś takim.

    2. Popieram w 100% !!! Mieszkanie przed slubem niczego nie gwarantuje, zwłaszcza jeśli polega tylko na wspólnym spędzaniu czasu w sypialni…

      a dany sobie czas, spędzony na wspólnej rozmowie, pracy, zabawie, na turystycznym szlaku /oj, jak tam się dobrze poznaje, kto jest kim! procentuje na całe wspólne zycie…

      1. Moim zdaniem wspólne mieszkanie pomaga.
        Przecież przez dane dwie godziny jak się spotykacie na mieście, na kawkę możecie udawać tysiąc innych postaci.
        Wychodząc z kimś zazwyczaj towarzyszy nam dobry humor.
        Tymczasem w domu, nie zawsze dobrze się czujesz, nie zawsze masz ochotę gadać. Zaczynają się wspólne obowiązki, wspólne problemy. Mieszkanie wraz z wybrankiem/wybranką pomaga dostrzec jak dana osoba zachowuje się w tym gorszym dniu, jak rozwiązuje problemy. To jest bardzo przydatne.

        1. Zaraz, kto mówi o spotykaniu na 2 godziny? My razem robimy zakupy, poznajemy swoje rodziny, chodzimy po górach lub jeździmy na imprezy, spędzamy ze sobą – śmiem twierdzić – nie mniej czasu niż dwoje mieszkających (nocujących może?) pod jednym dachem korpo-stachanowców, którzy fetyszując pracę i własne egoistyczne pragnienia, doprowadzają faktycznie do tego, iż górę biorą problemy i kłótnie a nie wspólne szczęście.

    3. zgadzam sie z przedmowca. Wspolne mieszkanie to jesynie droga na skroty. Nie trzeba z kims wspolnie mieszkac, aby go poznac. W malzenstwie wazny jest szacuniek dla drugiego czlowieka i wspolne priorytety. Jesli sie tego nie uzgodni wczesniej i jezeli jeden lub oboje partnerow sa nastawieni glownie na siebie, to zwiazek nie pretrwa. Wspolne zamieszkanie nie jest potrzebne, aby sie tego dowiedziec.

    4. Ale ta odpowiedź jest bardzo dobra. Jeśli mieszkasz z kimś przez 2 lata, żyjąc na haju chemicznego zakochania, to raczej się dowiesz guzik z pętelką. Zwłaszcza, że przy standardowym założeniu, że oboje jesteście zakochani, to oboje się staracie, żadne z was nie daje popalić drugiemu, niedociągnięcia są sporadyczne. W dodatku nie ma czynnika stresu, po 2 latach nadal nie wiesz, czy to ten jedyny.

      Wbrew pozorom brak seksu przed ślubem nie jest takim złym pomysłem, bo pozwala się zastanowić nad innymi sferami życia, a nie tylko na jednej.

  3. Nie rozumiem dlaczego mieszasz pojęcia. Jeśli chcesz podchodzić wyłącznie w oparciu o logikę, to dlaczego mówisz o pracy nad własnym sumieniem (i na czym według Ciebie miałaby ona polegać)?
    Związki międzyludzkie to skomplikowane zagadnienie, obie strony mogą się zmienić w dowolnym momencie i bez ostrzeżenia. Zamieszkanie przed ślubem nikogo przed tym nie uchroni. Wręcz przeciwnie – pary mieszkające razem częściej rozstają się czy to po ślubie czy przed nim, niż ci, którzy w imię wspólnie wyznawanych wartości postanowili poczekać do ślubu.
    My z mężem zaczekaliśmy i nie żałujemy swojej decyzji. Poznać kogoś można w wielu sytuacjach, wystarczy trochę się wysilić – wspólne zamieszkanie to pójście po najmniejszej linii oporu. Ostatecznie nie bierzesz ślubu z kimś, kogo poznałaś wczoraj. Powiem więcej: jeśli ktoś w ogóle planuje powiedzenie sakramentalnego „tak”, czyli ślub kościelny, to wspólne mieszkanie w ogóle nie powinno wchodzić w grę, ponieważ wiara katolicka wyklucza taką możliwość.
    W końcu: jeśli ktoś nie wierzy w miłość i nie ma zaufania do narzeczonego, to niech da sobie spokój ze ślubem i ze związkami jako takimi.

    1. pewność partnera niejednego zgubiła. nie chodzi o zaufanie, ale o ślepe przekonanie, że się go zna od podszewki, że się wie jak postąpi, jak zareaguje na daną sytuację niezależnie od otoczenia. a niewiele trzeba, żeby człowiek się diametralnie zmienił…
      stąd uważam, że jak każdy zajmie się swoją głową, to przełoży się to na życie w związku. nie ma co mówić, że „zamieszkamy razem po ślubie, bo jestem go pewna”. nigdy nikogo nie można być pewnym.
      właśnie, wiara katolicka wyklucza taką możliwość. ale czemu? dla mnie to nie argument że wiara coś ogranicza. chce konkretnego argumentu.

    2. „jeśli ktoś nie wierzy w miłość i nie ma zaufania do narzeczonego, to niech da sobie spokój ze ślubem i ze związkami jako takimi” MIAŁAM ZAUFANIE DLATEGO WYSZŁAM ZA MĄŻ A POTEM SIĘ ROZWIODŁAM,BO MĄŻ PO ŚLUBIE RADYKALNIE ZMIENIŁ STANOWISKO WOBEC MNIE ZACZĄŁ UŻYWAĆ WOBEC MNIE SŁÓW UZNAWANYCH OBECNIE ZA OBELŻYWE I ZNĘCAĆ SIĘ NADE MNĄ PSYCHICZNIE W KAŻDY MOŻLIWY SPOSÓB. GDYBYM NIE WYCHODZIŁA ZA MĄŻ DZISIAJ BYŁABYM PANNĄ A JESTEM ROZWIEDZIONA KIEDY W NICZYM NIE ZAWINIŁAM, WIEC SAMA ZAUWAŻ CO TO ZNACZY ŚLUB. I KTO W TAKICH SYTUACJACH PONOSI TEGO KONSEKWENCJE.

  4. Racja, ja zamieszkałam z chłopakiem dość szybko bo znaliśmy się dopiero dwa miesiące. Ale nie żałuję!! Dzisiaj po ponad 4 latach wspólnego mieszkania jest moim mężem. Zanim jednak podjęliśmy tę decyzję poznałam jego nawyki, miejsca gdzie zostawia skarpetki i czas oczekiwania na włączenie zmywarki czy wyniesienie śmieci. On też miał okazję przekonać się jak wyglądam z samego rana i podczas choroby. Poznał moją kuchnię i stosunek do pieniędzy. To prawda- po ślubie nie wiele się zmieniło bo żyjemy dokładnie tak jak wcześniej ale przynajmniej nic mnie nie zaskoczyło :) Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://blogrodzinny.blog.pl/. :)

    1. Bo skarpetki to już podstawa do rozwodu. Ludzie z byle pierdół by się rozwodzili. A zastanawianie się gdzie rzuci skarpetki, czy włączy zmywarkę, wyniesie śmieci to jest myślenie nastolatki. Jak mamusia za młodu nie nauczyła porządku tylko wszystko robiła za synusia to mieszkanie przed ślubem nie pomoże. Tzw. „gnojarza” nie nauczy już porządku.

      1. Nie nauczy się go porzątku, ale dzięki mieszkaniu przed ślubem można uniknąć zodgonnego towarzystwa takiego niechluja. To nie jest myślenie nastolatki tylko mądrej kobiety, która nie chce się pakować w bycie służącą do końca życia.

  5. Niektórzy zachwycają się tym, iż dawniej ludzie mimo wszelkich trudności trwali ze sobą do później starości.
    Niektórzy pomstują, że dziś tak wiele młodych małżeństw się rozpada… (sam mam już w tak młodym wieku, wielu znajomych po rozwodzie! Pewnie więcej mam takich znajomych niż moi rodzice).
    Ale koncepcja, by sypiać czy mieszkać razem po ślubie (cywilnym, kościelnym czy potoworo-spagetiowym) to jakiś obłęd.
    To tak jakby kupować mieszkanie nie odwiedzając go ani razu wcześniej…
    Tak że zgadzam się w całej rozciągłości.
    PS: tak, przykro mi także, że się zgadzam, po nagłówku liczyłem na iskrzącą polemikę :)

  6. Rozumiem, że Twoja koleżanka jest dziewicą i nigdy nie uprawiała żadnego seksu itp. Inaczej stwierdzenie że u nich „wszystko po bożemu ” jest zwykłym kłamstwem. Samo mieszkanie z facetem ( bez seksu ) nie jest grzechem a można go lepiej poznać.
    Co innego spotykać się na randkach a co innego mieszkać z kimś i razem borykać się z codziennymi problemami i obowiązkami. Małżeństwo to w pewnym sensie transakcja, w dodatku długo terminowa i jak kolega wyżej wspomniał nie kupuje się mieszkania bez wcześniejszego oglądania go.

    1. Mylisz się zgodnie z nauczaniem kościoła katolickiego mieszkanie razem również jest grzechem, ponieważ jest to dobrowolne wystawienie na pokusę i jest to stan ciągłego grzechu.

      1. Wejście do sklepu monopolowego czy innego sklepu w którym można kupić alkohol też jest dobrowolnym wystawieniem się na pokusę. W sumie całe życie to wystawianie się na pokusy i opieranie się im.

  7. A ile czasu trzeba mieszkać z drugą osobą, żeby stwierdzić, że już się znamy wystarczająco długo na życie razem? Rok? Pięć? Dziesięć? No i od której strony chce się „poznać” przyszłego współmałżonka? Jest takie piękne przysłowie, że żeby dobrze poznać drugą osobę trzeba z nią zjeść worek soli. Nigdzie nie jest napisane, że trzeba z nią mieszkać. Ja ze swoją jestem 22 lata w miłości i wierności bez wspólnego pomieszkiwania przed.
    „To czyste szaleństwo ryzykować własną przyszłość w imię wiary w Boga”. Jeśli tak, to sama wiara w Boga jest szaleństwem. Lepiej wierzyć we własną przyszłość…

    1. nie powiem ile trzeba z kimś mieszkać żeby go poznać, bo nie da się tego ocenić. można z kimś mieszkać przed ślubem, a 5 lat po ślubie dopiero facet zacznie bić kobietę. nie ma reguły, nie da się w góry przewidzieć tego co przyniesie los. ALE na pewno lepiej jest poznać czyjeś przyzwyczajenia, nawyki, zachowanie w codziennym życiu 24h/dobę niż zostawić sobie to na po ślubie, bo co innego spotykać się z kimś i miło spędzać czas a co innego widzieć jego naturalne, codzienne zachowanie.

  8. Chcesz za wszelka cene udowodnić, ze wspólne mieszkanie
    przed slubem jest lepsze niż niemieszkanie, ze to jakas gwarancja na udany związek i malzenstwo.
    Proponuje, zebys uczciwie zrobila sonde statystyczna, na przykładzie min. 100 malzenstw . Ile malzenstw nie mieszkalo przed slubem, ile lat trwa ich malzenstwo , ile mieszkalo i to samo pytanie…
    Oczywiście trzeba ludzi podzielić na grupy wiekowe i pokolenia i czas trwania tych zwiazkow.
    Podejrzewam, ze wyszlyby ci zaskakujące wyniki.
    Podejrzewam, ze ludzie z pokolenia lat 50-60 tych , którzy na pewno nie pomieszkiwali ze sobą przed slubem, do dziś trwaja w malzenstwach ( w większości).
    Popatrz na swoich rodzicow i dziadkow.
    A później – zmiana i upadek wartości i zasad moralnych,
    dominująca swoboda , egoizm i stawianie na siebie , nie na rodzine – i epidemia rozwodow młodszych rocznikow.( tych z ostatnich 10-15 lat).
    Tyle, ze podejrzewam, ze twoja teza nie ma tu nic do tego – podejrzewam, ze ilość rozwodow nie zależy od tego, czy mieszkali przed slubem czy nie.
    Z ciekawości sama zrobie taka sonde.

    Zamiast glosic tendencyjne i z góry upatrzone tezy – poprzyj to faktami. Nie znosze demagogii.

    1. a gdzie napisałam że rozwody są zależne od tego czy przed ślubem się mieszkało czy nie?!
      tego nie można tak rozpatrywać. bo jak ktoś jest mocno wierzący, to nawet jak się żre w małżeństwie to się nie rozwiedzie bo to grzech, bo nie można albo bo tak wygodniej. na rozwód wpływa wiele czynników i nie łączę tych dwóch faktów, no chyba że podasz mi konkretny cytat gdzie tak napisałam.
      !

  9. Zalosne, wykasowala krytyczny komentarz, zupełny brak obiektywizmu, teoria wyssana z palca, ale bardzo chwytliwa, prawda? Tysiace malzenstw zyje szczęśliwie, a nigdy nie mieszkali przed slubem ( zaloze się ze twoi rodzice tez),
    ale nie ma to jak promować wartości zerowe – lewactwo i brak wszelkich norm – liczy się hedonizm ,konsumpcja i to czego ja chce, prawda? Tylko to żeby mi było dobrze

    1. ja nic nie kasuje, KAŻDY komentarz (prócz spamów, reklam) jest publikowany, ale zanim pojawi się na blogu, muszę go zatwierdzić. a jako że nie było mnie kilka dni na necie – nie zrobiłam tego. ale proszę się nie obawiać, że Pani komentarz zostanie pominięty. nawet powiem więcej – doceniam te negatywne komentarze i z przyjemnością je zatwierdzam, bo lubię poznawać argumenty innych. no i lubię gdy rozwija się dyskusja, a to nie byłoby możliwe, gdybym publikowała jedynie te „wygodne” komentarze. ;]
      „promować wartości zerowe”.. – znów puste hasło, które w życiu nic nie znaczy. czy to że jestem za mieszkaniem z partnerem przed ślubem znaczy że promuję wartości zerowe? ja bym raczej powiedziała że staram się z większym rozmysłem planować przyszłość.

  10. Dokładnie w druga rocznicę poznania się ,wzięliśmy ślub, wcześniej widywaliśmy sie w soboty lub w niedziele, nie zamieszkaliśmy razem przed ślubem , ale zaufaliśmy sobie i w tym roku mija 19 lat jak jestesmy razem. Sa wzloty i upadki , a i tak poznajemy się cały czas i chyba poznawac będziemy . Więc wspólne zamieszkanie nie ma tu nic do rzeczy .

    1. A gdyby po ślubie się okazało, że ten Twój facet nadal jest czysty i wyświeżony wyłącznie w soboty (kiedy właśnie się spotykaliście), bo poza tym nie ma zwyczaju się myć ani zmieniać bielizny, i przez parę miesięcy nie zdołałabyś go do tego nakłonić, to dalej byś była taka szczęśliwa?
      To, że myśmy trafiły dobrze, to nasze wielkie szczęście. Myśmy zwyczajnie nie miały możliwości sprawdzić naszych mężów „w codziennym użyciu” w kwestiach podstawowych. Jeżeli obecne dziewczyny taką możliwość mają, to powinny moim zdaniem z niej korzystać. Oczywiście, że człowiek zawsze może zmienić się na gorsze po dłuuugim czasie, ale jeśli „gorsze” jest już teraz, tylko my tego nie zauważamy, bo na randce jest „och-ach” i nie ma sterty brudnych garów do umycia?
      Co napisałam ja, mężatka z 30+ lat stażu. :-)

  11. Może żeby się wypowiadać co jest czy nie jest po” bożemu” może wypadałoby sprawdzić co ma do powiedzenia sam zainteresowany, bo przemyślenia są najzwyczajniej i tylko i wyłącznie po „swojemu”.

  12. Ok, to jak to wytłumaczysz: Mój kuzyn mieszkał z dziewczyną 7 lat, wzięli ślub, a rok później rozwód…. Wtedy też wszyscy ze znajomych mówili, jak się długo mieszka razem przed ślubem, to później zaraz rozwód. I tak też im wywróżyli.

  13. Akurat dzisiaj ksiądz na kazaniu przytoczył dane statystyczne, że 70% par mieszkających przed ślubem jest już po rozwodzie. Wiadomo, że nikogo nie pozna się do końca w 100% ale czas kiedy ludzie ze sobą się spotykają i czas narzeczeństwa jest po to, żeby zobaczyć tą drugą osobę w różnych sytuacjach. Dlatego powinno się np. iść kilka razy np. imprezę żeby zobaczyć czy narzeczony lub narzeczona nie przesadza z alkoholem i ewentualnie jak się zachowuje i czy nie przynosi wstydu. Poznać rodzinę jednej i drugiej osoby jakie mają relacje w rodzinie czy się do siebie odnoszą z szacunkiem, bo potem się powiela te wzorce. Jeśli narzeczony nie szanuje rodziców a zwłaszcza matki to tak samo nie będzie szanował żony, albo czy nie jest mamimsynkiem, gdyż będzie słuchał mamusi a nie żony.itd, itp dużo by tu mnożyć przykładów. A po drugie jeśli obie osoby mają charakter apodyktyczny to sorry ale taki związek skazany jest na niepowodzenie i nawet nie trzeba mieszkać ze sobą przed ślubem żeby tego nie zauważyć. No chyba, że ktoś jest tak ślepo zakochany i ma różowe okulary i tego nie widzi. Niestety zawsze jest tak jedna osoba musi ulec i ustąpić. Mam krótki staż małżeński bo półroczny ale nie mieszkałam z narzeczonym przed ślubem choć warunki ku temu były bo mam własne mieszkanie.Jak na razie jest w porządku jeszcze nawet się nie pokłóciliśmy bo nie było o co, ani ja ani mąż nie mamy jakiś dziwnych nawyków czy przyzwyczajeń.Czasem lubię ponarzekać na różne rzeczy ale powiedziałam o tym odgórnie, że mam taki charakter i że nawet durne rzeczy wyprowadzają mnie z równowagi ale jakoś pomimo to kłótni nie ma i talerze nie latają po mieszkaniu :-)

    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Dodam – że jeśli ludzie chcą być ze sobą, gdy wiedzą co to miłość -nie ma takich rzeczy i zachowań, które mogą utrudnić mieszkanie razem również po ślubie. Ukochany człowiek nie jest maszyną do testowania i wymiany gdy się nie sprawdza.
      Powodzenia życzę!

  14. Moim zdaniem codzienność usypia czujność i trudno kogoś poznać poprzez codzienność z nim, za to łatwo nabrać złudzeń, że się kogoś zna.
    W dodatku mieszkanie razem nie sprzyja np. rozmowom niedotyczącym codzienności – wspólne spacery, randki itp. niejako takie rozmowy wymuszają. I naprawdę dużo podczas nich wychodzi jeśli się słucha.
    Wzięliśmy z mężem ślub po trzech latach znajomości – ale te lata poświęciliśmy naprawdę na poznawanie siebie w różnych sytuacjach, często bardzo ekstremalnych. Mieszkanie razem przyniosło pewną zwyczajność. A gdy wśród znajomych mieszkających ze sobą praktycznie od zawsze bawiliśmy się w gry typu „jak dobrze go/ją znasz”, to wymiataliśmy :)

  15. A ja zgadzam się w 100%. Mieszkałam z moim (obecnie od 17 lat mężem) 3 lata pred ślubem (ku oburzeniu moich rodziców, sąsiadów i kilku osób postronnych) . Nie wiem ile powinno się mieszkać ze sobą przed ślubem – to chyba jest bardzo indywidualna kwestia. Wiem tylko tyle, że gdybyśmy wzięli ślub od razu to w 2,5 roku po nim bralibyśmy rozwód. A tak to rozstaliśmy się na pół roku a później zupełnie świadomie zeszliśmy się „na dobre i na złe”, które trwa już 17 rok.
    W naszym przypadku „poszło” o kwestię podejścia do pracy i wzajemną tolerancję. Jestem zdania, że TYLKO wspólne zamieszkanie pozwala na sprawdzenie czy tzw. światopogląd wyrażany przez partnera/-kę na randkach ma jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości. To trochę tak jak w filmie „Prosto z mostu” (krótkometrażowy obraz o tym jak można zmniejszyć ryzyko pomyłki – polecam serdecznie :) . Nam się udało. Mój mąż jest też moim najlepszym przyjacielem. Ten czas wspólnego mieszkania wg mnie to nie tylko kwestia ile metrów od kosza na brudy lądują skarpetki, to czas na ustalenie np. jak będziemy wychowywać dzieci, na wzajemne poznanie naszych rodzin w życiu codziennym, na poznanie wzajemnych oczekiwań odnośnie prowadzenia domu, na poznanie swoich hobby i wiele, wiele innych.
    Na koniec uwaga do osób mówiących, że nasi rodzice nie mieszkali ze sobą: nie robili tego bo 1) nie mieli gdzie, 2) dość dużo małżeństw zawieranych było z tzw. „wpadki” więc nie bardzo mieli czas na wspólne mieszkanie przed ślubem :) .
    Pozdrawiam

  16. Zgadzam się nie ma gwarancji, że po wspólnym zamieszkaniu będzie idealnie ale z własnego doświadczenia wiem, że bardzo to pomaga w poznaniu drugiej osoby. Kiedyś zanim zostałam mężatką sądziłam, że mieszkanie z kimś to nie po bożemu. Z perspektywy lat – a jestem w trakcie rozwodu – żałuję, że nie mieszkaliśmy razem. Po ślubie pewne rzeczy wychodzą od razu, inne po latach ale większe szanse mają te pary, które spróbują być ze sobą wcześniej 24 h na dobę. Istnieje duża szansa, że bardziej realistycznie spojrzy się na życie.

    1. A nikt cię nie nauczył, że „po bożemu” jak się coś psuje to się naprawia a nie wymienia na nowe ? … co do bicia to jedyny powód, który nie podlega dyskusji … jednak i tu partner przed ślubem nawet mieszkając, może się hamować (kobiety się ponoć malują) – więc prawdziwą twarz trudno odgadnąć ;(

  17. Temat chwytliwy, ale odgrzewany. Napisany mimo wszystko bardzo jednostronnie i w sposób chaotyczny – co więcej Autorka mętnie przedstawiła swoje stanowisko, może dlatego, że sama nie ma zdania. Tytuł cytowany wprowadza w błąd co do poglądów Autorki. Niezależnie od tego, myślę, że trzeba być naprawdę krótkowzrocznym lub zadawać się z niezłym aktorem – aby dopiero wspólne mieszkanie mogło dostarczyć informacji o osobie. Można było to lepiej napisać. Szkoda – ale może przy następnej notce pójdzie Ci lepiej – czego życzę! W każdym razie udało Ci się wypromować bloga – to ważne. Powodzenia!

    1. napisany jednostronnie bo to jest blog, więc mogę pisać co chcę, jak chcę i kiedy chcę. mogę także pisać chaotycznie bo tak mi się podoba ;] i piszę bo lubię. piszę dla siebie. i nie chce mi się promować bloga, naprawdę nie to było celem tej notki jak i żadnej innej (gdybym chciała go wypromować, pisać w sposób poprawny i chwytliwy – gwarantuję, nie miałabym z tym problemu). gdy mam potrzebę to piszę i już. moje życie nie kręci się wokół bloga i nie podniecam się nim. ale dzięki za rady.

  18. Szanująca się dziewczyna nie śpi w jednym pokoju z chłopakiem, a co dopiero z nim mieszka ;D czy zakłamane ciocie, które widzą „drzazgę w oku innych a u siebie nie widzą belki” nie uczyły cię tego ? chcesz mieszkać to po co innym narzucasz swoje rację … Ucieczkę do innej nazywasz poznaniem się – a coś tym poznawał u innej skoro z nią w tym czasie nie mieszkałeś (zasobność portfela – jej wdzięki pokazywane kolegom – i owszem) ale charakteru nigdy …

  19. jeśli zamieszkacie razem przed ślubem to powstaje pytanie po co ślub? Przecież w zasadzie to niczego nie zmieni w waszym pożyciu na co dzień. Więc moim zdaniem zamieszkanie razem bez ślubu to pewna droga do niezawierania małżeństwa.
    I jeśli ci na małżeństwie nie zależy to nie ma sprawy.
    Gorzej gdy na świat przyjdą dzieci. Albo gdy chcesz mieć dzieci. Wtedy ślub jest pożądany (szereg problemów rozwiązuje się samorzutnie od funkcjonowania malucha w najbliższym otoczeniu po kwestie prawne).
    Dla osób wierzących ślub (kościelny) oznacza , że wszystko co ich w życiu spotka jest do pokonania mocą łaski Bożej otrzymanej na ślubie. Nikt wierzącym małżonkom nie gwarantuje dolce vita ale oni zdobywają umiejętność niesienia Razem cierpienia o ile są oboje wierni Bogu (to trochę trudna sprawność ale do zdobycia :) I taka jest różnica miedzy „po Bożemu” a „zamieszkać razem przed ślubem by się lepiej poznać”.

    1. Dzieciom slub rodzicow tez jest niepotrzebny. Jesli partner uzna dziecko to ma takie same prawa jak matka, bez slubu tez. A po co slub? Po to, aby kiedys postawic te kropke nad „i” wtedy, gdy ludzie sa juz gotowi.
      Ja i moj maz jestesmy z soba od siedmiu lat, mamy piecioletnie dziecko a slub wzilismy w zeszlym roku.

      1. Czytałam artykuł o radosnym pokoleniu, któemu się wydawało, że oszuka system. Tj. „nie rozwiodę się jak tata i mama, bo nie wezmę ślubu”. Rozstania (ale nie rozwody) par, które żyły ze sobą jak małżeństwa, ale bez papierka, okazywały się jazdą bez trzymanki. Wolna amerykanka, wszystkie chwyty dozwolone, byli partnerzy robili sobie straszne rzeczy. Żadnych regualcji, każdy krok to walka w sądzie. Warto pamiętać, że rozstanie zazwyczaj nie następuje w zgodzie (jakby ludzie byli w zgodzie, to by się nie rozstawali).

    2. Nie ma jednego przepisu na szczęście, ja nie lubię ryzyka i wolę sama wszystko sprawdzić wcześniej, o ile to możliwe (wiadomo, że nie wszystko się da). Mieszkałam z mężem przed ślubem równo 5 lat od 19 roku życia. Przez ten czas wspólnie dojrzeliśmy i pobraliśmy się przekonani, że chcemy być razem do końca. Zatem to nie jest pewna droga do niezawierania małżeństwa. Ślub (cywilny) był dla mnie ważny nie tylko ze względu na kwestie prawne, ale także z powodu gotowości do założenia rodziny. Był też wyjątkowo romantycznym potwierdzeniem naszej miłości dlatego zapamiętam ten dzień jako jeden z najważniejszych w moim zyciu. Ja jestem szczęśliwa i nie żałuję swoich decyzji, ale z drugiej strony jestem ateistką i Kościół nie ma żadnego udziału w moim życiu. Przyszłość każdego może zaskoczyć, ale wspólne mieszkanie zmniejsza prawdopodobieństwo niemiłych niespodzianek. Tylko tyle i aż tyle.

  20. Ja z kolei znam co najmniej kilka par które mieszkały ze sobą przed ślubem a po ślubie się rozeszli .
    Tak naprawdę egzaminem na trwałość jest dziecko – to ono wywraca świat do góry nogami i wtedy się okazuje kto jest kim.

    1. Z tym dzieckiem masz rację, ale to tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że przed zdecydowaniem się na tak trudny egzamin, warto zdać kilka łatwiejszych.

  21. A ja uważam że wspólne zamieszkanie ma sens- moja siostra zamieszkała z facetem(właściwie on wprowadził sie do nas, do naszej rodziny).
    I co się okazało- brudas do kwadratu, potrafi zostawić po sobie obsrany kibel i włosy łonowe w łazience…(wczesniej nie było wiadomo że to aż taki syfiarz bo przecież w jego mamusi w domu było czysto, mamusia po nim sprzątała).
    Robi wielką łaskę że się dorzuci do rachunków, a przecież mieszka u nas, chciałby mieszkać za darmo chyba, większośc swojej pensji wydaje na siebie: piwo, czipsy, rozrywki(tylko dla siebie). W sumie to moja siostra go utrzymuje bo ona swoją pensję wydaje na nich, jedzenie itp, a ona na siebie i swoje zachcianki, bo przecież pracuje i mi sie należy…
    Jest strasznie konfliktowy i wszystko musi byc tak jak on chce bo inaczej obraża się jak dziecko i zaczyna być agresywny…
    A pomyśleć że znam go tyle lat i myślałam że to fajny chłopak…
    Siostra chyba też powoli przejrzała na oczy, ale niestety za długo ze soba sa i uważa że jest „za stara” na zmiany.
    Ale przynajmniej jak im coś nie wyjdzie to nigdy jej nie obarczę odpowiedzialnością, tak jakbym to zrobiła zanim z nami zamieszkał i poznałam go NAPRAWDĘ. Bo wcześniej myślałam że to złoty chłopak jest i jej sie poszczęściło, strasznie dobrze się ukrywał

  22. Witam,
    Ja jestem zdania, że czasem dla dobra sprawy można złamać pewne zasady. Pewne, nie wszystkie. Ja wiem ze jak sie mówi mieszkać razem to kazdy zaraz mysli o seksie itp. Nic bardziej mylnego. Warto pomieszkać razem wczesniej chociaz troche dzieki temu wiele wychodzi i mozna sie do małżeństwa dobrze przygotować pod kazdym względem…

  23. Osoby, które piszą, że rozrzucone skarpetki albo niewynoszenie śmieci nie są powodem do zerwania i że tak rozumują tylko nastolatki, chyba trochę się mylą. Jasne, że wszyscy mamy swoje wady i zalety, ale życie składa się z takich właśnie drobnostek i uparte zaprzeczanie temu prowadzi do tego, że kobiety trwają związkach z brudasami i leniami, „bo to przecież nie jest najważniejsze”. Bycie z kimś, kto utrzymanie porządku i pomoc partnerowi ma w głębokim poważaniu, to koszmar, a nie ma innego sposobu, by się o tym przekonać, niż zamieszkać razem. Dobrze jest się poznać w różnych sytuacjach, podczas choroby i innych kryzysów. Nikt mi nie wmówi, że to się stanie, gdy para nie mieszka razem.
    Nie zmierzam oczywiście do tego, że wszystkie pary, które zamieszkały razem po ślubie, będą nieszczęśliwe. Bo ludzie mogą mieć po prostu farta i poznać kogoś, kto do nich naprawdę pasuje. Z kolei wspólne mieszkanie przed nie jest też żadnym gwarantem. Na pewno nie gwarantuje, że ludzie nie będą się zdradzać – bo i niby czemu?
    Ale po prostu nigdy w życiu nie wyszłabym za faceta, z którym nie pomieszkałam choć rok. Najzwyczajniej w świecie nie chciałabym ryzykować, że będzie w jego sposobie bycia i życia coś, czego nie zniosę.
    Co do seksu – nie sądzę, żeby trzeba było koniecznie zaczynać przed ślubem (choć sama zaczęłam :). Ludzie, którzy naprawdę się pokochali, nie rozstaną się tylko dlatego, że w łóżku się nie układa. Będą się starali jakoś dopasować, ot i wszystko. A to można zrobić i po ślubie :)

  24. ale bez sensu pisze autorka – tak jakby wspólne mieszkanie było gwarantem sukcesu. Jesteśmy parą 7 lat i w tym roku się pobieramy, ale jakoś nie czujemy przymusu mieszkania ze sobą. O tym, czy małżeństwo będzie udane decyduje zbyt wiele czynników, żeby mówić, że akurat wspólne zamieszkanie coś zmienia.

      1. Skoro tak, to w takim razie Twoje słowa: „Jak można być pewnym partnera, skoro nieraz nie jesteśmy pewni samych siebie?” są najlepszym dowodem na to, że mieszkanie przed ślubem jest bez sensu :) :)

  25. zamieszkalam z chlopakiem po roku znajomosci. Bylismy z innych miast i tak bylo nam wygodnie i tego chcielismy, mieszkalismy ze soba 5 lat bez slubu. Mysle ze 2 czy 3 rok byl kryzysowy. Bo wtedy zaczynasz czuc ze to tak na powaznie, ze juz nie bedziesz miec innego chlopaka, ale przetrwalismy to i z roku na rok bylo latwiej. Mamy slub cywilny bo nie odpowiada nam Kosciol jaki w obecnych czasach jest. Jestesmy ponad 2 lata po slubie i jest super. Pzede wszystkim baaardzo lubie i szanuje swojego meza. Uwielbiam spedzac z nim czas,jest moim najlepszym przyjacielem a do tego bardzo go kocham i wydaje mi sie ze on rownie mocno kocha mnie. Niedlugo spodziewamy sie dziecka i wiem ze bedzie najlepszym ojcem na swiecie, bo jestesmy super teamem. Kazdy jest inny i potrzebuje czegos innego. Ja nie neguje tego ze ktos z powodow wiary czy przekonan chce zamieszkac ze soba po slubie, ja moge negowac tylko to jak kobieta mowi ze jej najwieksza wartoscia jest dziewictwo bo wiadac jak nisko sie ceni:) mam znajomych co nie mieszkali ze soba pzed slubem i sa szzesliwi, mam tez takich ktorzy mieszkali i sa szczesliwi:) kazdy jest inny i czego innego potrzebuje. Nie widze powodu oburzac sie ze ktos chce zyc po swojemu. Bardzo denerwuje mnie jak zwolennicy mieszkania po slubie oburzaja sie na tych co mieszkaja przed slubem i juz znajduja mnostwo powodow czemu to zle. Dla ciebie zle i dlatego tak nie robisz dla innego dobre i dlatego tak robi. Mam swoj mozg, staram sie byc dobrym czlowiekiem i nie robie tego bo tak mi nakazuje religia tylko dlatego ze uwazam ze tak trZeba. Mojej corce nie bede robic problemow jak bedzie chciala zamieszkac pzed slubem z chlopakiem i nie wyzekne sie jej jak przed slubem sie z nim rozstanie. Tak samo jak bedzie osoba konserwatywna i bedzie chciala mieszkac po, tylko powiem jej o swoim doswiadczeniu ale jak bedzie jednak chcials zrobic po swojemu, bardzo prosze. Ale jak jako osoba wierzaca bedzie chciala wziac rozwod to bede uwazac ze to hipokryzja i nie pochwale tego

  26. Wspólne mieszkanie też nie gwarantuje sukcesu związku ale fakt przynajmniej człowiek poznaje się na co dzień w zwykłych sytuacjach. Napisane jest to typowo z punktu widzenia kobiety ale mężczyźni też dla własnego dobra powinni chcieć zamieszkać z partnerką przed ślubem. Bo może się okazać że przyszła małżonka nic nie chce robić tylko leżeć i pachnieć a mężczyzna ma zajmować się wszystkim, znam też takie przypadki gdzie to mężczyzna chce stworzyć gniazdko a kobieta nie chce zbytnio się nadwyrężać i uważa że skoro teraz jest równouprawnienie to wszytsko powinien robić facet. A powinniśmy się dzielić obowiązkami i wzajemnie sobie pomagać skoro mamy tworzyć wspólny dom. Co do nie męczenia się w małżeństwach nietrafionych, ok pewnie nie ma sensu zmuszać się do czegoś ale obecnie to bardzo modne pobrać się a jak coś tylko nie pasuje to papa z takim podejściem to raczej mało prawdopodobne znaleźć kogoś na stałe. Bo nikt nie jest idealny łącznie z nami i trzeba też umieć akceptować wady oczywiście w ramach rozsądku.

  27. dla katolików jest sprawa prosta… żadnego życia/współżycia przed ślubem, potem ślub, i to co bóg złączył niech człowiek nie rozłącza… czyli żyli nie koniecznie szczęśliwie do śmierci… nie ma zmiłuj się, chyba że sypnie się kasą, jest się facetem i do tego celebrytą to wówczas istnieje możliwość unieważnienia ślubu… czyli kopnięcia w d*pe współmałżonki… i wymiana jej na nowszy model… ateiści, czy też racjonalni wyznawcy czegokolwiek mają większe możliwości dopasowania, choć nie koniecznie musi im to się udać… wybór partnera to łut szczęścia…

  28. A ja uważam, takie moje zdanie, że o pomyślności małżeństwa decydują małżonkowie i ich dojrzałość. Ja zamieszkałam z moim mężem praktycznie na poczatku znajomości, po 3 miesiącach mi się oświadczył a po niecałym roku byliśmy po ślubie. Dla niego przeprowadziłam się do innego miasta (teraz na drugą półkulę). Codziennie (!) się poznajemy, dbamy o nasze ralacje. czasami rutyna z nami wygrywa ale sie nie dajemy.
    Człowiek z sercem na dłoni otworzy się od razu, psychopata będzie się krył tak długo, jak uzna to za konieczne. Mieszkanie ze sobą nic nie zmieni.
    Uszanujmy wolę wierzących, dla których ważna jest czystość przedmałżeńska.
    Zgodzę się, że dzisiaj kobieta i mężczyźni inaczej widzą swoje role w małżeństwie i rodzinie. Od kobiety wymaga się uległości, spolegliwości i świeżych obiadów, od mężczyzny utrzymania rodziny. Jest to kwestia raczej rozmów i dogadania się. Potem już z górki… :)

  29. Po co dyskutować o cudzych przekonaniach, postawach, wyborach? Po co przekonywać innych na siłę, że racja po naszej stronie i winni czynić tak samo, a jeśli postępują inaczej to są co najmniej głupcami? Gratuluję tym, którym się wydaje, że mają receptę na wszystko. Gratuluję dobrego samopoczucia i bezkrytycyzmu. Trzeba być bardzo puściutkim, żeby wypisywać takie androny w tonie wszechwiedzącej pewności. A może jednak lepiej uznać, że każdy ma prawo budować swoje życie po swojemu i nikt nie powinien mu się do tego wtrącać? I zaoszczędzony w ten sposób czas poświęcić na autoanalizę? Bardziej pożyteczne.

    1. nie twierdzę, że mam receptę na wszystko i nikogo nie przekonuję do niczego. przedstawiam mój punkt widzenia i liczę na rzeczowe konkretne argumenty jeśli ktoś się ze mną nie zgadza. Twój komentarz nie spełnia tego zadania, a szkoda.

  30. Czy wspólne mieszkanie przed ślubem daje gwarancję dobrego poznania się i uniknięcia rozczarowań? Nic nam nie daje takich gwarancji. Chyba tylko małżeństwo. To do czego kobiety dążą z takim zacięciem, może być końcem złudzeń. to nie wspólne mieszkanie daje możliwości poznania partnera na wylot. Dopóki człowiekowi na czymś zależy będzie się o to starał, ukazując swoje najlepsze oblicze. Niekoniecznie prawdziwe. Gdy cel osiągnie – starać się przestaje i wtedy można poznać drugą stronę tego medalu.

  31. Ja nie mieszkałm z żadnym facetem przed ślubem. I przez 19 lat po ślubie , nigdy tego nie żałowałam. Może jestem staroświecka, może zacofana….. ale nikt mi nie wmówi ,że mieszkanie przed ślubem daje gwarancje dobrego związku . Ludzie się zmieniają ,chorują , starzeją…… mają swoje nawyki, a „mieszkanie na próbę” nigdy tego nie wykluczy. Po co skakać z łóżka do łóża , gonić za ideałem? Pary w moim otoczeniu rozpadają sie z błachych powodów!!! Wygórowane ambicje, chęć posiadaie statusu „na topie”, kłótnie ” bo ten żółtego domu lepiej zarabia… itp,,,, itd…”. Jakoś nie widzę tanich wyników w parach żyjących po bożemu.

  32. Tak naprawdę ani mieszkanie ze sobą przed ślubem, ani dopiero po ślubie niczego nie gwarantuje. Gwarancją jest szczerość, zaufanie i otwartość na drugą osobę. Nie mówiąc już o miłości i wzajemnym szacunku… Naprawdę nie trzeba mieszkać z kimś by go dobrze poznać. Wystarczy dużo rozmawiać, szczerze i na różne tematy. Obserwować drugą osobę, wyciągać wnioski z tego co robi i mówi. Jak zachowuje się w stosunku do innych osób. Wyjechać razem na wakacje, czy gdziekolwiek… i nawet podczas tygodniowego urlopu można dużo wyczytać z drugiej osoby…
    Jeżeli dwóm osobom zależy na sobie, to chyba wypracują jakieś wspólne porozumienie? I tu nie chodzi o „porozwalane skarpetki” o których się tyle pisze, a o to czy druga osoba jest w stanie coś poświęcić dla drugiej osoby, kawałek siebie, swoich przyzwyczajeń itp. Myślę, że odrobiną dobrej woli wszystko się da, jeśli nam naprawdę zależy.
    Nie mieszkanie ze sobą przed ślubem nie jest „kupowaniem kota w worku”. Jest nim wiązanie swojej przyszłości z osobą, której się wystarczająco nie poznało. I tak „kupieniem kota w worku” można stracić zamieszkując razem przed ślubem jak i ślub biorąc najpierw.
    Zamieszkując bez ślubu też ryzykujesz – kilka miesięcy czy lat swojego życia…

  33. Nie jest istotne, czy ktoś decyduje się na zamieszkanie ze sobą wcześnie, bo nie może się doczekać, ze względów ekonomicznych, (które to pkt. Rozumiem) czy dlatego, że chce się sprawdzić, tak samo jak nie istotne jest czy ktoś na takie zamieszkanie się nie decyduje, z powodu wiary, przekonań czy dla magii zmiany, jaką niesie ślub (jak np. ja, dzięki temu dla mnie zaczął się nowy etap w życiu. We wtorek po sobotnim ślubie nie żyłam tak jak w czwartek przed nim) nie jest to dla mnie istotne, bo szanuje te decyzje, i najważniejsze, że niosą one szczęście jakiejś parze. Dla mnie nieco beznadziejny jest argument „ dla sprawdzenia”, jeśli nie jest tak, że tworzymy zgraną parę, ale tak, że tworzymy ją, bo naprawdę bardzo się kochamy i jesteśmy siebie pewni, to będziemy żyć razem, a przy zamieszkaniu z kimś przez 1-2 lata, czego się o sobie dowiemy? W jakiej koszulce chodzę po domu? Czy ukochany zostawia ręcznik na kanapie po kąpieli? Oraz czy bd. Potrafili dzielić się łazienką przy porannej bieganinie przed pracą lub wspólnie sprzątać? – To są rzeczy, jakich się dowiem, a nie sprawdzę na stałe nie mieszkając ze sobą- owszem, ale gdybym w ogóle brała pod uwagę, że z powodu przysłowiowych „skarpet” i „mojej szafy” możemy się rozstać, to wolałabym ze sobą nie zamieszkiwać, ale też nie brać ślubu tylko się rozstać, bo miłość to, to nie jest- takie sprawy, to się moi drodzy, jeśli ludzie się kochają „zgrywa” po trochu je zmieniając a po trochu akceptując. Tak naprawdę przy wspólnym zamieszkaniu, nie dowiem się niczego naprawdę znaczącego po za tym, czego dowiem się nie mieszkając ze sobą i to, o czym piszę nie jest argumentem przeciw zamieszkaniu ze sobą- jak napisałam wyżej, to sprawa każdego osobista, to, o czym piszę jest moim zdaniem oraz kontrargumentem do wpisu;)
    dla mnie tak naprawdę idąc tropem „poznania i sprawdzenia się przed ślubem”, powinno się brać ślub na łożu śmierci, bo przecież, ludzie się zmieniają. Bo na różne sytuacje różnie reagują a nie znając tych sytuacji nie wiemy jak zareagują? Itd. Itd. A tu chodzi przecież o uczucie a nie o liczenie i sprawdzanie „nada się czy nie?”

  34. Ja też wyszłam z pomysłem zamieszkania razem, i muszę powiedzieć że faktycznie dużo rzeczy mi na początku przeszkadzało .. :) ale z biegiem lat i moje i 2giej polówce zmieniły się przyzwyczajenia , Stwierdzam po 10 latach że to był dobry Pomysł – Dogadujemy się i to jest ważne ….a o ślubie raczej nie myślimy …..- jest dobrze jak jest :)

  35. sprawdza to się mikser lub odkurzacz. Człowiek to nie rzecz, żeby go sprawdzać!!! Gdyby ludzie trzymaliby się tego, co ślubowali przed ołtarzem, gdyby mieli do siebie szacunek, ich życie małżeńskie byłoby piękne. Ale ludzie często wychodzą z założenia, że po ślubie to już nie trzeba się starać. Przy takim myśleniu to nawet mieszkanie przed ślubem nie pomoże.

    1. też mi się nie podoba określenie „sprawdzać kogoś” i nie to mam na myśli. ale jeśli mieszkając z kimś wychodzą rażące cechy których nie dostrzegaliśmy wcześniej, to chyba jest powód do zastanowienia się.

  36. Niestety ale prawda jest brutalna. Więcej rozwodów notujemy w przypadku małżeństw, które się nie poznały. Rzadziej spotykam się z rozpadami związku po wspólnym mieszkaniu przez lata. Nie znaczy to oczywiście, że młode małżeństwa robiące to po Bożemu się rozpadną, ale niestety częściej to się zdarza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>