„A niech ją zgwałcą”

Dziś nie będę pisać o sprawach oczywistych, o wyrządzających krzywdę kobietom samcach. Nie będę pisać, że gwałt jest tylko i wyłącznie winą sprawcy. Dziś napiszę coś być może kontrowersyjnego jeśli zostanę źle zrozumiana. Napiszę o zachowaniu kobiet, które dają sprzeczne sygnały. Ostatnio w nerwach wyrwało mi się z ust „a niech ją zgwałcą”. Tekst tyczył koleżanki (nazwijmy ją tu Ewka), która wręcz się wpycha do łóżka mężczyznom, a jednocześnie nie chce seksu. Te słowa nie powinny paść, a jednak w emocjach padły. Emocji nie da się oszukać, stąd szukam źródeł takiej a nie innej reakcji. Dlaczego tak powiedziałam?

Istnieje grupa kobiet, która jest zbyt otwarta w stosunku do mężczyzn. Koleżanka Ewka bardzo szybko łapie kontakt z facetami, jest bezpośrednia i żartuje w sprośny sposób z co dopiero poznanymi chłopakami. Bez zastanowienia w klubie sączy drinka przyniesionego przez nieznajomego. Nie ma nic przeciwko, gdy dyskotekowy macho chce ją odprowadzić do domu. Bo co złego on może jej zrobić? No co?

Aaa, zanim skomentujesz – przeczytaj do końca.
Ewka, jak wspomniałam wcześniej, wręcz wpycha się facetom do łóżka. Gdy w końcu pada pytanie dotyczące seksu w tajemnicy, ona mówi nie. Ale jednocześnie nadal flirtuje, nadal się spotyka sam na sam z mężczyznami i nadal kusi. Nie odcina się, nie dystansuje. Wręcz przeciwnie – nakręca się. Jest uzależniona od poczucia, że ktoś ją adoruje. Potrzebuje świadomości, że jest interesująca dla osobników płci przeciwnej.

Jej styl rozmowy i flirtu z mężczyznami jest niebezpieczny. Mówię jej to ja, mówi wiele innych znajomych. Ale ona nie słucha. Nie jest świadoma faktu, że mężczyźni to po prostu świnie. Że może trafić na psychola. Że w sytuacji sam na sam, gdy będzie gorąco, a ona powie „nie”, facet nie usłyszy sprzeciwu. No bo tyle wodziła za nos. Tyle flirtowała. Tyle pikantnych rzeczy opowiadała. Na pewno chce.

Pokuszę się o stwierdzenie, że może istnieć zwiększone ryzyko wystąpienia gwałtu  tego typu kobiet. To tylko moje subiektywne zdanie oparte na obserwacji i niczym innym, a każdy, kto w nauce siedzi wie, że badania oparte na obserwacji są najmniej wartościowe. Niemniej jednak, obserwacje są ważne. Ja zauważam rzeczy, których ktoś inny może nie dostrzegać. I odwrotnie. Ktoś widzi coś, na co nigdy nie zwracałam uwagi. Lubię o obserwacjach rozmawiać, bo zawsze takie dyskusje poszerzają horyzonty. I jeśli ktoś się nie zgadza z tym co piszę, niech w cywilizowany sposób wyrazi swoje zdanie, opisze swoje obserwacje. Na dyskusji i poszerzaniu horyzontów mi zależy, nie zaś na bezsensownych kłótniach z kimś, kto przeczytał mój wpis bardzo powierzchownie bądź przeczytał  do połowy. I bez obrażania, proszę.

Powracając do tematu dziewczyn pokroju Ewki:
Czy owe kobiety proszą się o gwałt? Nie, absolutnie. Kiedyś pisałam, że idealnie by było, gdyby każdy zachowywał się tak jak chciał, żył jak chciał (pod warunkiem, że nie krzywdzi drugiego człowieka). Fajnie by było, gdyby kobiety mogły flirtować z mężczyznami bez obaw, że pewnego dnia ktoś posunie się o krok za daleko. I tak być powinno. Ale tak nie jest, bo mężczyźni są nieprzewidywalni w pewnych sytuacjach. I to jest fakt, do którego, póki co, trzeba się dostosować.

Ewka wychowywała się bez ojca. Dziś jest dorosłą kobietą, ale w stosunkach damsko-męskich zachowuje się jak nastolatka (prawie każda) – testuje, poznaje mężczyzn, chce z nimi dużo przebywać, pragnie ciągle sobie pokazywać, że jest kobieca, że działa na facetów. Każda dojrzewająca dziewczyna doświadcza takiego etapu. Więc każda w sumie jest w mojej grupie zwiększonego ryzyka. Chodzi o psychologiczne podbudowanie się, udowadnianie sobie, że jest się atrakcyjną sztuką, co może zostać źle zrozumiane przez mężczyzn.

Pytałam ostatnio znajomych, co by pomyśleli o kobiecie, którą znają, gdyby wyjawiła, że została zgwałcona. Wiele z nich odpowiedziało: „to zależy”. Zależy od tego jaką osobą jest, jak się zachowuje i jak się zachowywała przed przykrym zdarzeniem. Jeden mówił o współczuciu. Dwóch stwierdziło, że nic  by to nie zmieniło. Ktoś chciałby z nią porozmawiać, może owa dziewczyna miałaby cel w ujawnianiu takiego sekretu. Jedno jest pewne: ofiara gwałtu nie do końca jest odbierana przez społeczeństwo jako ofiara. Czy to powinno nas oburzać? Czy to znaczy, że społeczeństwo jest głupie?
Nie. Myślę, że to znaczy, że ludzie dystansują się od takich tematów. To śliskie rozmowy. Ale myślę, że najważniejsze jest w tym stwierdzenie, że nie ma reguły, nie można w każdym przypadku powiedzieć, że kobieta nie ponosi winy. Czasem może jednak 2% winy ponosi. Tego nikt głośno nie powie, bo nie wypada. Albo raczej nie wolno, bo to rani wiele kobiet.

Wina. Nie ma nic gorszego niż poczucie winy. Pewnie każdy psychoterapeuta pracujący ze zgwałconymi dziewczynami wie, że poczucie winy jest czymś, co zabija je od środka. Wzmacnianie przekonania w społeczeństwie, że winna jest ofiara gwałtu sprawia, że skrzywdzone kobiety jeszcze mocniej odczuwają pogardę dla samych siebie. Dlatego nie można mówić głośno, że winna jest ofiara.

Jeszcze rok temu wszystko było dla mnie w omawianej kwestii czarne i białe. Gwałciciel-ofiara. Koniec kropka. Gwałciciel zły, ofiara biedna, nie do ruszenia. Dziś trochę oddaliłam się od tego poglądu. Dziś myślę, że każdy gwałt to inna sytuacja. Gwałciciel zawsze jest zły, gwałciciel zawsze powinien mieć wymierzoną surową karę, gwałcicielowi zawsze wręcz powinno się jaja uciąć, co do tego nie mam wątpliwości. Ale ofiara nie zawsze jest czysta jak łza.

Myślę sobie, że dobre jest mówienie o gwałtach w całej okazałości tematu, a z drugiej strony dystansowanie się od tematu też jest słusznym wyborem. Bo tak naprawdę nic o tym nie wiemy. Stąd gdyby ktoś mnie spytał, co pomyślałabym o dziewczynie, którą ktoś zgwałcił, odpowiedziałabym: nic. Nie zmieniłoby to mojego nastawienia do tej dziewczyny. Nie osądziłabym jej z góry jako ponosząca winę, ale też nie obchodziłabym się z nią jak z jajkiem.

Łączę się w bólu z ofiarami gwałtu. Życzę im powrotu do normalnego życia. Pomocny w tym może być psychoterapeuta. Niech on służy ofierze, niech on profesjonalnie leczy jej duszę. Na społeczeństwo nie ma co liczyć. W końcu sama jestem elementem społeczeństwa i sama zawiodłam tę część siebie, która tak mocno zawsze stała po stronie ofiar gwałtu. Przepraszam.

Generalnie chcę jedynie powiedzieć, że powinnyśmy na siebie uważać. Niezależnie od tego, co się mówi, niezależnie od zapewnień, że 100% winy ponosi gwałciciel i że potencjalnie zawsze jesteś „czysta” – po fakcie te wszystkie teorie nie będą miały znaczenia. Skoro dziewczyna, która nie zrobiła żadnego kroku w stronę gwałciciela i dosłownie niczym go nie sprowokowała ma poczucie winy i nienawidzi siebie, to co musi odczuwać dziewczyna, która jednak trochę prowokowała?

Dbajmy o swoją psychikę, o swoje poczucie wartości, o swoje bezpieczeństwo. Uczmy siebie nawzajem, że o naszej wartości nie świadczy zainteresowanie ze strony osobników płci przeciwnej. Przypominajmy sobie o fakcie, że nie należy podbudowywać własnego ego przez zbytnią otwartość w stosunku do mężczyzn. Nie uzależniajmy własnego szczęścia od obecności adoratorów.

Temat trudny, nawet nie wiem jak zakończyć ten wpis… po prostu odczuwam pewne niebezpieczeństwo w publicznym bronieniu ofiar gwałtów. Od tego są psychoterapeuci i rodzina. W społeczeństwie natomiast warto też zwracać uwagę na to, jak kobiety powinny budować poczucie własnej wartości, bo obecnie panuje bardzo głupia moda, która sprawia, że niektóre dziewczyny po prostu stają się rozbrykane i lekkomyślne, i uważam to za fakt. A już zbieranie włosów łonowych od kobiet zgwałconych uważam za totalną paranoję. Co takie akcje mają na celu…?

Warto się nad tym zastanowić, gruntownie i patrząc na problem z różnych perspektyw, a tych jest naprawdę wiele.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>